Cypr często kojarzony jest z miejscem narodzin bogini miłości Wenus. Jest to prawdziwy kulturowy tygiel. Ślady swojej obecności zostawili tu Grecy, Persowie, Żydzi, Wenecjanie, Turcy, a nawet Anglicy. Niezwykłe stanowiska archeologiczne, pałace, świątynie i twierdze, to tylko część zabytków, jakie czekają na turystów. Cypr to również (a dla wielu przede wszystkim) upalne słońce, najpiękniejsze w Europie plaże, sporty wodne i imprezy do rana.
Był to nasz drugi wakacyjny, z założenia budżetowy wyjazd. Nocleg, który zarezerwowaliśmy w Ayia Napie (dla 4 osób) na zdjęciach wydawał się dużo większy niż w rzeczywistości. Na miejscu okazało się, że mamy miniaturową kuchnię z której wchodzi się do równie miniaturowej łazienki oraz jeden pokój z łóżkiem i rozkładaną sofą. Plusem tego miejsca był balkon, na którym mogliśmy jeść śniadania. Do dyspozycji mieliśmy miejsce parkingowe (ponieważ auto wynajęliśmy na cały pobyt) oraz basen w hotelu obok, z którego mogliśmy korzystać. Sama miejscowość jest bardzo imprezowa, ale też piękna, jeżeli chodzi o plaże. Uważam, że ilość czystych, zadbanych plaż z błękitną wodą, oznaczonych niejednokrotnie błękitną flagą, jest nie przebicia w porównaniu z innymi europejskimi kurortami. Dla mnie pod tym względem numer 1.
W pierwszym dniu po przyjeździe udaliśmy się na plażę Nissi Beach, która była naszą faworytką wśród wszystkich plaż na Cyprze. Dlaczego? Oczywiście jest oznaczona niebieską flagą, woda jest krystalicznie czysta i błękitna, piasek jasny i drobny. Urzekła nas również tym, że można przejść na pobliską wysepkę o tej samej nazwie po piasku, ponieważ podczas odpływu w wodzie tworzy się korytarz, powodując niesamowity efekt wizualny (niestety brak zdjęcia). Z tej niewielkiej wysepki można skakać do głębokiej wody, na miejscu nie brakowało amatorów tego szaleństwa. Cała infrastruktura plaży jest bardzo dobrze zorganizowana. Jak przystało na imprezową miejscówkę, na plaży również odbywają się imprezy w różnym klimacie, jak np. piana party.
Kolejnego dnia udaliśmy się do Famagusty i opuszczonego miasteczka Warosia. Famagusta znajduje się po stronie tureckiej, kilka kilometrów od granicy. Aby dostać się tam samochodem, należy wykupić obowiązkowe ubezpieczenie. Jest to bardzo ładne miasteczko, a jego punktami charakterystycznymi są Meczet Mustafy Lali Paszy, który pierwotnie widniał, jako gotycka katedra św. Mikołaja, oraz ruiny greckiego Kościoła Prawosławnego. Aby podziwiać te atrakcje z punktu widokowego, najlepiej dostać się na Rivellino Bastion, czyli na jeden z rogów murów miejskich.
Warosia to w zasadzie jedna z dzielnic Famagusty, która niegdyś pełniła funkcję cypryjskiego kurortu turystycznego z pięknymi plażami i drogimi hotelami. W 1974r wojska tureckie napadły na Cypr i tamtejsza ludność musiała w popłochu uciekać z miasteczka. Dzisiejszy obraz tej niegdyś luksusowej, wakacyjnej strefy jest dosyć smutny, ponieważ wszystkie budynki stoją opustoszałe, a pozostałości tych hoteli przy plaży strzeże wojsko z karabinami. Dzielnicę określa się mianem opuszczonego miasteczka lub miasteczka duchów. Nie wolno fotografować ani filmować ruin. Z drugiej strony, pobliska plaża jest bardzo atrakcyjna, z charakterystyczną dla Cypru błękitną wodą. Niemniej aura która tam panuje, nie zachęca do spędzania w tym miejscu zbyt wiele czasu. Człowiek czuje się trochę nieswojo, mając za plecami kawałek smutnej historii wyspy, sprzed zaledwie trzydziestu lat.
Czwartego dnia pojechaliśmy do Nikozji – stolicy wyspy, która jest jedyną na świecie stolicą podzieloną na dwie strefy wpływów. Nie jest powszechnym widok drutu kolczastego, biegnącego wzdłuż „granicy” dwóch części miasta. Jedna część miasta należy do strony greckiej (czy też cypryjskiej), druga zaś do wpływów tureckich. Niestety podział ten został utworzony odkąd Turcy napadli na wyspę, pod pretekstem ochrony mieszkańców pochodzenia tureckiego i trwa on do dzisiaj. Mieszkańcy z południowej części wyspy mogą przedostać się na teren turecki, natomiast Turcy cypryjscy nie mają pozwolenia na odwiedzenie części południowej.
Kolejnego dnia jadąc na plażę Konnos Beach, zatrzymaliśmy się w muzeum rzeźby w Ayia Napie, które znajduje się tuż obok głównej drogi.
W tym dniu pojechaliśmy jeszcze na przylądek Cape Greco – najdalej wysunięta na południowy-wschód część wyspy. Zwiedziliśmy w tej okolicy Brytyjską Stację Radiową, która jest położona na skałach, jaskinie morskie, łuk kamienny, który o zachodzie słońca wygląda imponująco, a także malowniczą kapliczkę Agioi Anargyroi.
W kolejnym, szóstym dniu udaliśmy się na plażę Grecian Beach. Plaża piękna, ponownie z krystalicznie czystą i błękitną wodą, trochę zieleni wokół, sporo miejsca do plażowania – dla mnie nr 2 na Cyprze.
Ostatniego dnia pojechaliśmy do Larnaki, aby zwiedzić promenadę, miasteczko oraz plażę nad którą lądowały samoloty. Sama plaża nie nawiązuje swoim klimatem do tych z okolicy Ayia Napy, ma jedynie w sobie tę „niezwykłość”, jaką są przelatujące nad głowami samoloty, przywożące kolejne tury pasażerów, spragnionych spędzenia wakacji na wyspie Afrodyty.
Cypr jest pod wieloma względami wspaniałą wyspą, którą można odwiedzić w zasadzie o każdej porze roku. To niewątpliwie ogromny plus, ponieważ to miejsce nie służy jedynie wakacyjnym wyprawom, ale również jesiennym czy nawet zimowym, nieco krótszym pobytom. Wizytówką tego kraju są niewątpliwie plaże – piękne, czyste, z błękitną wodą i jasnym, delikatnym piaskiem (poza plażą w Larnace), a poza nimi dziedzictwo antycznej kultury, na co składają się liczne świątynie, pałace, starożytne twierdze, klimatyczne uliczki, nadające niezwykły urok tej wyspie. Miejsce dla siebie znajdą tutaj miłośnicy życia nocnego (Ayia Napa), jak również rodziny z dziećmi, czy osoby ceniące sobie ciszę i spokój (Pafos). Nie jest to może wyspa należąca do najtańszych (która jest?), ale przy rezerwacji noclegu (niekoniecznie hotelu, są tu świetne apartamenty) oraz lotów z odpowiednim wyprzedzeniem, można tu wypocząć i zwiedzić najważniejsze miejsca, nie przekraczając studenckiego budżetu.