Kuba

KUBA 11–26.01.2018

            Kuba to fascynująca podróż w czasie, otulona dźwiękami rytmicznej salsy i słodkim smakiem jedynego w swoim rodzaju rumu. To również spacer wśród kolonialnej zabudowy Starej Hawany, przejażdżka oldtimerem wzdłuż nadmorskiego deptaka Malencon, poznanie sekretów tworzenia cygar czy  wizyta w słynnej Casa de la Musica to prawdziwy must see będąc na Kubie. Klimat tego miejsca jest niezwykły i nie da się go opisać słowami, to trzeba zobaczyć i poczuć na własnej skórze.

Podróżowaliśmy początkowo w czwórkę, a w trakcie pobytu dołączył do nas kolega, który spędzał tam wakacje. Nasza tropikalna podróż zaczęła się z przygodami, ponieważ odwołali nam pierwszy lot z uwagi na zamknięcie lotniska Chopina, gdzie awaryjnie lądował samolot bez podwozia. Na szczęście sytuacja została opanowana i w nocy dostaliśmy informację, że nasz lot odbędzie się pół godziny później z jedną dodatkową przesiadką w Pradze, a wylot docelowy do Hawany odbędzie się kolejnym samolotem (3h później niż pierwotnie zaplanowano).

  • Warszawa – Praga (LOT)
  • Praga – Paryż (Air France)
  • Paryż – Hawana (Air France)

Lot z Paryża do Hawany trwał 10h. Po dotarciu na miejsce i  otrzymaniu bagaży, na które czekaliśmy ponad 1h, udaliśmy się po taxi, które dowiozło nas pod wskazany adres (nocleg rezerwowaliśmy jeszcze z Polski przez Airbnb). Mieszkanie znajdowało się w zabytkowej kamienicy, ale było bardzo gustownie urządzone. Znajdowały się w nim hol i pokój 4 os. z łazienką – 6 CUC/os. Śniadanie tupu standard za 5CUC. Lokalizacja mieszkania też bardzo dobra – 5min spacerkiem do Kapitolu.

Po nocy udaliśmy się do Viniales – obszaru porośniętego bujną roślinnością. Taksówkę mieliśmy zamówioną z tamtejszego noclegu (który również rezerwowaliśmy z Polski poprzez portal Airbnb).

Z Hawany do Viniales jechaliśmy około 3 h, za 20 CUC/os (taxi spóźniło się około 1,5h, podobno przez wypadek).

Nocleg w Viniales był bardzo ładny – apartament z dwoma pokojami (każdy z łazienką) + osobno jeden pokój obok (który również miał 2 łóżka). Niestety dokładnej ceny nie pamiętam, ale była zbliżona (lub nawet niższa) do pozostałych  noclegów. Śniadanie było za 5 CUC/os – najlepsze śniadanie, jakie jedliśmy podczas pobytu na Kubie. Było obfite, urozmaicone i bardzo smaczne.

Na miejscu od razu zdecydowaliśmy się na wycieczkę konną na pola tytoniowe i trzciny cukrowej. Proponowali nam również muralne naskalne, ale nie byliśmy zainteresowani. Cała wycieczka trwała 4-5h i kosztowała wstępnie 100 CUC (20 CUC/os), ale stargowaliśmy jeszcze tę cenę do 90 CUC za naszą pięcioosobową grupę.  Wycieczce  przewodniczył Pan, który opiekował się tymi zwierzętami, a z zawodu był weterynarzem. Wyprawa przebiegła w bardzo miłej atmosferze, a same konie były bardzo grzeczne i posłuszne. Pierwszy przystanek był w szopie, gdzie ojciec z synem opowiadali i pokazywali nam, jak odbywa się cały proces tworzenia cygar. Można było u nich takie cygara kupić, jak również (w cenie wycieczki) posmakować:)  Za dodatkową opłatą podawali PRZEPYSZNE mohito.  W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w miejscu gdzie panowie pokazywali nam jak się robi sok z trzciny cukrowej oraz częstowali pysznymi drinkami. Z wycieczki wróciliśmy, gdy było już ciemno. Po szybkim prysznicu udaliśmy się  „na miasto”. Przy głównej drodze znaleźliśmy małe okienko, gdzie podawali pizzę za CUPy. Idąc do góry ( w stronę kościoła) dochodziło się do miejsca, gdzie była organizowana super impreza z muzyką salsową na żywo (wstęp: 1 CUC).

UWAGA! – na wycieczkę trzeba spryskać się Muggą, ponieważ w tych okolicach strasznie gryzą komary lub muszki przypominające komary.

W kolejnym dniu mieliśmy wyjazd do Trynidadu, miasteczka z brukowanymi uliczkami i kolonialną zabudową, gdzie dookoła unosił się kubański romantyzm.  Ten sam taksówkarz, który przywiózł nas z Hawany, miał nas zawieźć do Trinidadu. Okazało się, że podwiózł nas jedynie w okolice Hawany, a stamtąd zabrał nas autobus (coś w stylu Viazula). Za busa nic nie dopłacaliśmy.

Auto: 4h
Cena: 35 CUC/os (za całość: taxi+bus)
Autobus: 4-5h
Całość: około 9h

Po przyjeździe zaczęliśmy szukać noclegu. Najpierw trafiliśmy do jakiejś przypadkowej Pani, która miała wolne pokoje tylko na 2 noce, ale zadzwoniła do sąsiadki i ta zaproponowała nam nocleg na cały nasz planowany pobyt w tym mieście (3 noce) w bardzo ładnych pokojach. Pierwszy  pokój (2os) z łazienką był na dole, a drugi (3os) z łazienką znajdował się na górze. Przed naszymi drzwiami był taras, klimatycznie wystrojony, gdzie podawali posiłki. Dokładnej ceny noclegu niestety nie pamiętam. Lokalizacja była znakomita –  blisko centrum. Śniadania były dość słabe, niewielkie porcje za 5 CUC. Wzięliśmy więc tylko pierwsze śniadanie, a z kolejnych zrezygnowaliśmy. Bardzo dobre były natomiast obiadokolacje, które serwowała nam właścicielka za niewiele więcej, bo 8 CUC. W skład obiadu wchodził kurczak, miska ryżu, lekka sałatka. Jedzenia było naprawdę sporo i co najważniejsze – smacznie.

W Trinidadzie spędziliśmy 4 dni (3 noce). Pierwszy wieczór w Trynidadzie był przeznaczony na zapoznanie się z okolicą.

Na następny dzień zaplanowaliśmy sobie wypad rowerami na 45-metrową wieżę widokową Torre de Iznaga w miejscowości Maneca Iznaga, oddalonej od Trynidadu jakieś 14km. Rowery wypożyczyliśmy z naszej casy. Koszt wypożyczenia to 5 CUC/os/cały dzień.
Wyjechaliśmy po śniadaniu. Droga była dużo dłuższa niż zakładaliśmy. Czasami było pod górkę, czasami z górki. Generalnie trasa dość męcząca, zwłaszcza że w pełnym słońcu. Obok wieży znajdował się mini targ z lokalnymi obrusami (ręcznie robionymi). Sam widok z wieży nie powalał. Koszt wejścia – 1 CUC.

Kolejny dzień to typowy odpoczynek na plaży Playa Ancon nad Morzem Karaibskim. Dojechaliśmy tam taksówką za parę CUCów. Plaża bardzo ładna, piękny kolor morza, mało ludzi. Z panem taksówkarzem umówiliśmy się na godzinę 16stą, aby po nas przyjechał i odwiózł spowrotem do domu.

Cały następny dzień  spacerowaliśmy po pięknym Trinidadzie (starówka-Plaza Mayor, Kościół św. Trójcy, Casa de la Musica, dawny klasztor św. Franciszka z Asyżu), robiąc zdjęcia i kupując pamiątki.  Warto pójść na punkt widokowy w muzeum (koszt: 1 CUC), z którego roztacza się piękny widok na miasto.

Następnego dnia rano wyruszyliśmy w podróż do Moron. Taksówka była zamawiana od naszej Pani z casy z Trinidadu.

Koszt: 30 CUC/os
Czas podróży: około 9-10h z przystankami

Nocleg mieliśmy w jednym domku, w którym był salon, kuchnia, łazienka i pokój 4 osobowy (dwa 2-osobowe łóżka). Nasz kolega spał na materacu, który przyniosła mu właścicielka domu, ponieważ w innym wypadku musiałby spać w domu oddalonym kawałek od naszego. Z uwagi na fakt, że spędzaliśmy tam tylko 2 noce, uznaliśmy, że takie rozwiązanie będzie lepsze. Domek był w średnim standardzie. Jedzenia nie polecam – ogólnie mało i średnio dobre. Natomiast sama Pani gospodyni była bardzo miła i pomocna.

Do „centrum” Moron najlepiej dostać się rikszą (przejazd 1-2 CUC – ok. 10min). Było tam parę sklepów, jedna dobra restauracja na rogu i park z Internetem.

Miejscowość tą wybraliśmy tylko dlatego, że chcieliśmy pojechać na cały dzień na Cayo Coco, a tam noclegi były bardzo drogie i taka opcja była dużo korzystniejsza finansowo.

Rano przyjechał po nas Pan i zabrał nas na wyspę, gdzie zwiedziliśmy 2 plaże (Playa Pilar i Playa Flamingo). Kierowca na nas czekał i odwoził później do domu.

Czas podróży ok 2h
Koszt : 10 CUC w dwie strony/os (50 CUC za samochód)

Okazało się, że trafiliśmy na najchłodniejszy dzień w roku, oraz że flamingi, które miały być na wyspie, zginęły podczas huraganu Irma, który przeszedł m.in. przez północną część Kuby we wrześniu poprzedniego roku. Niestety nie doczytaliśmy nigdzie wcześniej tej informacji.  W tym czasie był też okres lęgowy tych ptaków, a niestety dopiero dorosłe osobniki przylatują na Cayo Coco. Tak więc flamingi okazały się być tyko na naszych paznokciach … 

Huragan wyrządził też wiele innych szkód, które dopiero były  odbudowywane.

Na pobyt na Cayo Coco zakładaliśmy cały dzień, niestety poprzez bardzo silny wiatr, brak słońca i przelotny deszcz wracaliśmy już po 3h. Trasa na Cayo Coco to 20 km drogi, którą z obu stron otacza ocean. Najpierw byliśmy na Playa Pilar, a następnie na Playa Flamingo. Mimo słabej pogody kolor oceanu oraz biały i delikatny, jak mąka piasek robiły OGROMNE wrażenie, zwłaszcza Playa Flamingo.

Po powrocie, całą resztę dnia spędziliśmy bez większych atrakcji (drinki z rumu i gra w karty).

Na następny dzień wyruszyliśmy w drogę do popularnego kurortu Varadero.

Koszt: 30 CUC/os (150 CUC samochód)
Czas podróży: 9-10h

Wiózł nas ten  sam Pan, co na Cayo Coco. Zaproponował, że zabierze nas jeszcze do miejscowości Santa Clara, gdzie był ogromny pomnik Che Guevary oraz do miejscowości Remedios, które było bardzo kolorowe, podobne do Trinidadu.

Do Varadero dotarliśmy wieczorem. Jako,  że nie mieliśmy noclegu, taksówkarz zaproponował abyśmy zatrzymali się w Santa Marta, miejscowości obok Varadero. Skorzystaliśmy z tej opcji, ponieważ odległość była niewielka (wystarczyło przejść przez most, który łączył te dwie miejscowości), a ceny dużo niższe. Wysiedliśmy w samym centrum Santa Marta i wybraliśmy pierwszy nocleg, który byliśmy oglądać. Był to bardzo ładny, nowoczesny apartament z kuchnią, łazienką, balkonem oraz pokojem z trzema łóżkami. Zmieściliśmy się bez problemu.

Zaraz obok znajdował się lokal, w którym serwowali dobrą kawę i przepyszne bułki na ciepło albo hamburgery. Chodziliśmy tam codziennie na śniadania lub po prostu wtedy, kiedy byliśmy głodni.  

W tej miejscowości było też dużo restauracji. Codziennie chodziliśmy do innej. Obiady/ kolacje były bardzo dobre, w dobrych cenach i ilościach. Jakieś 3 min od noclegu mieliśmy kawiarnię, gdzie serwowali pyszną kawę z ekspresu oraz różne słodkie bułeczki, pączki a nawet torty.

W Varadero byliśmy 5 dni. Każdy wszędzie pisał, iż Varadero to kurort turystyczny. Jakież było nasze zaskoczenie, kiedy wieczorową porą wyszliśmy na miasto, pełni nadziei, że się gdzieś pobawimy, że będzie wszędzie dużo ludzi, pełno sklepów i zatrzęsienie turystów. Na ulicach nie działo się jednak absolutnie NIC. Być może wszyscy turyści siedzieli w hotelach? Muzyka nie grała, było cicho, jakby miasto wymarło. Po przejściu paru dobrych kilometrów okazało się, że słychać gdzieś muzykę, ale był to pub Beatles z“ichniejszą” muzyką i nikogo w środku było. Dopiero po przejściu paru kolejnych kilometrów okazało się, że jest też miejsc e z muzyką na żywo, ale było to miejsce bardzo zatłoczone. Jednakże wróciliśmy tam za 2 dni, aby trochę potańczyć. W Varadero znaleźliśmy również lokal z typową muzyką salsową – Casa de la Musica – ale tam głównie odbywały się koncerty salsowe, gdzie za wejście trzeba  było zapłacić około 10 CUC. Przez pierwsze dni nie mieliśmy za bardzo co tam robić, ponieważ pogoda nie dopisywała. Spaliśmy więc do późna, a popołudniu chodziliśmy na plaże, żeby pograć w siatkę albo do pewnego baru, gdzie był bilard i stoły do ping-ponga. Dopiero w 3 ostatnie dni zaczęło pojawiać się słońce i mogliśmy trochę bardziej poplażować. Ogólnie – jak nie ma pogody w Varadero, to nie ma tam zwyczajnie co robić. Poza pięknymi plażami w Varadero nie ma nic interesującego, a życie nocne mocno nas rozczarowało (może trafiliśmy na niszę w sezonie, nie wiemy ).

Na ostatnie 3 dni naszego pobytu na Kubie pojechaliśmy ponownie do Hawany, aby dokładnie ją zwiedzić. Hawana określana jest jako stolica zagubiona w czasie i ciężko się z tym nie zgodzić. Kolonialna zabudowa, klimatyczne restauracje i co rusz na ulicach zabytkowe samochody, a do tego dzielnice przepychu i ubóstwa wraz z sklepami z czasów PRL-u. Człowiek czuje się, jakby cofnął się w czasie o 30-40 lat. Nocleg znaleźliśmy jakimś cudem przez internet. Mimo, iż na Kubie nie da się zarezerwować noclegu przez Airbnb to nam udało się wysłać bezpośrednie zapytania do paru osób i tak drogą eliminacji wybraliśmy nocleg w apartamencie 2-pokojowym z przechodnią łazienką, salonem, kuchnią i balkonem. Bardzo ładne i nowoczesne mieszkanie.

Transport Varadero – Hawana: 80 CUC/ 5os.

Do Kapitolu mieliśmy około 5min spacerkiem. Śniadanie standardowo 5 CUC, ale bardzo mało, więc kolejnych nie braliśmy. Znaleźliśmy natomiast fajną knajpkę z bardzo dobrym jedzeniem w korzystnych cenach. Lokal otwarty był od 12 w południe do północy.

Hawana to miasto pełne kontrastów, ale nie można go nie zobaczyć podczas pobytu na Kubie. Najważniejszymi zabytkami moim zdaniem są:

  • Stary Rynek- Plaza Vieja: Santa Clara, Camera Oscure– największy budynek Plaza Vieja– 35m wys., skąd rozpościera się panorama Havany.
  • Plac Katedralny– punkt centralny starej Havany z górującą nad nim Katedrą Niepokalanego Poczęcia NMP
  • Kapitol – kopuła 94m, trzeci co do wielkości na świecie. Po prawej stronie Kapitolu znajduje się Teatr Wielki.
  • El Morro – forteca (obok muzeum rumu)
  • Castillo de San Carlos de la Cabana – codziennie o 21 jest pokaz żołnierzy +huk armaty
  • Zamek La Punta (Castillo de San Salvador de la Punta)
  • Muzeum Rewolucji (10-17- wstęp płatny)
  • Passo del Prado – między starą Havaną a centrum
  • La Habana Centro – między starą Havaną, a luksusową dzielnicą Vedado. Dzielnica handlowa i mieszkalna – ulice Neptuna, czy Zonja
  • El Floridita – bar Hemingweya
  • Plac Rewolucji w dzielnicy Vedado +cmentarz Kolumba
  • Malecón – deptak nadmorski mierzący 8km długości. Łączy stare i nowe miasto
  • Park Centralny
  • Bazylika i Klasztor św. Franciszka z Asyżu

Warto również wypożyczyć kabrioleta, aby móc poczuć klimat Kuby i zobaczyć najważniejsze zabytki stolicy. Koszt przejazdu to 20 CUC (u nas na 5 osób). Koniecznie trzeba się targować z taksówkarzami, często schodzą z ceny.

Na Kubie panuje ogromna bieda, dlatego warto wziąć ze sobą jakieś kosmetyki, przybory szkolne czy choćby słodycze (lizaki, gumy owocowe), aby podarować to kubańczykom i ich dzieciom w drodze drobnego gestu. 

                Kuba to kolorowy, gorący, roztańczony kraj pełen kontrastów. Aby zobaczyć prawdziwą Kubę nie wystarczy pojechać do Varadero, bo tam stworzony jest tylko kurort dla turystów. Będąc na Kubie trzeba odwiedzić Hawanę, stolicę wyspy z kolorowymi samochodami, z wszechobecną biedą, sklepami w których praktycznie nic nie można kupić i prawdziwym klimatem tego miejsca.  Polecam  pozwiedzać również inne mniejsze miasteczka, kolonialną zabudowę i miejsca, gdzie salsa rozbrzmiewa w duszach i ciałach każdego człowieka.

Loty 2300zł
Wymiana 2600zł
SUMA ok. 5tys zł

 

W tym:
– nocleg Hawana – 22zł
– nocleg Viniales – 28zł
Dodatkowo:
– wiza – 100zł
– ubezpieczenie podróży – 70zł