Hiszpania

LANZAROTE 22.09.2021

              Okazja, aby zobaczyć Lanzarote z przepięknym wulkanicznym krajobrazem dookoła, była możliwa dzięki spędzaniu wakacji na sąsiedniej Fuerteventurze.  Popłynęliśmy tam na jeden dzień i była to bardzo interesująca wycieczka 🙂


Prom odpływał z portu o godzinie 10:00,  gdzie płynęliśmy wraz z wypożyczonym samochodem. Ceny były dziwne, nieskorelowane, wyszło że najkorzystniejszą opcją będzie wykupienie 1 biletu dla 1 osoby z samochodem za 75e/2str u przewoźnika Armas oraz zakup pozostałych trzech biletów (już bez auta) za 33e/1os/2str u drugiego armatora Fred Olsen. Finalnie i tak wszyscy razem płynęliśmy tym samym promem Naviera Armas, o tej samej godzinie 🙂 Dzięki takiemu rozwiązaniu zaoszczędziliśmy ok. 20e. Jedyną rzeczą, o jakiej trzeba pamiętać, to fakt, że na bilecie z autem trzeba określić godzinę powrotu i sztywno się jej trzymać, a na pojedynczych biletach powrót jest elastyczny (finalnie wracaliśmy o 17stej).
Na wyspie zobaczyliśmy 3 najważniejsze (moim zdaniem) punkty:

  • W pierwszej kolejności pojechaliśmy do Parku Narodowego Timanfaya (Islote de Hilario – punkt startowy), gdzie za wstęp płaciliśmy 12e/os. Niestety, aby dostać się na parking staliśmy w korku około 45 min. W początkowej fazie zwiedzania pojechaliśmy autokarem na objazdówkę po parku, ponieważ droga pieszo jest tam niemożliwa, a poza tym obszar parku jest też dość spory. Po powrocie trafiliśmy na pokazy geotermalne, wydobywające się z wnętrza ziemi, co było bardzo ciekawym zjawiskiem;
  • Następnie pojechaliśmy do La Geria, czyli naturalnych winnic na ziemi wulkanicznej z charakterystycznie usypanymi zatoczkami;
  • Aż w końcu do najbardziej znanego ”obrazka” z Lanzarote, czyli El Golfo i Laguna Verde czyli zielonego jeziorka. Parking jest przy drodze Solinas de Janubio-El Golfo, a najlepszy widok jest z punktu widokowego położonego we wschodniej części krateru.

Ostatnią godzinę spędziliśmy na plaży Playa Blanca, ponieważ zostało nam jeszcze chwilę.

Jeśli będziecie mieć więcej czasu to można odwiedzić jeszcze Playa de Papagayo oraz cypel o tej samej nazwie, a także zamek Castillo de Las Coloradas, Los Hervideros czy skały z zastygłej lawy opadające do Oceanu, Jameos del Agua – czyli 7km wulkanicznych tuneli z grotami oraz basenem w końcowej części, na północy Mirador del Rio – punkt widokowy ze szklaną podłogą, ogród kaktusów – Jardin de Cactus oraz Zamek św. Józefa – Casa César Manrique. Jeśli zamierzacie zwiedzić więcej punktów to można kupić bilet łączony na wstęp do poszczególnych miejsc, dzięki czemu można zaoszczędzić trochę euro.

Ogólnie wyspa jest warta zobaczenia, ponieważ jest co zwiedzać, można też poplażować. Dla mnie najważniejsze były te punkty, które ujęłam w swoim planie i to jest moim zdaniem takie must see tej bardzo surowej wyspy, przypominającej wielokrotnie krajobraz księżycowy, co oczywiście jest jego wielką atrakcją. Niestety więcej zabytków i ciekawych miejsc nie udało nam się zobaczyć, ponieważ byliśmy mocno ograniczeni czasowo, ale cieszę się, że te najważniejsze zostały „odhaczone” 🙂
 
                 Aby dotrzeć na wyspę wydaliśmy około 120zł za prom w dwie strony + jakiś obiad na miejscu. Za zwiedzone atrakcje nie płaciliśmy nic, aczkolwiek te pozostałe, opisane przeze mnie powyżej były już płatne. Jeśli będziecie mieli możliwość spędzić tutaj trochę więcej czasu, to polecam odwiedzić te punkty, ale ogólnie też samą wyspę, która poprzez swój „czarny charakter” jest taka niezwykła.