Hiszpania

FUERTEVENTURA 16-23.09.2021

             Fuerteventura najstarszą wyspą wchodzącą w skład Wysp Kanaryjskich – powstała 21 milionów lat temu. Jest jednocześnie drugą co do wielkości wyspą wchodzącą w skład Wysp Kanaryjskich, a swoją nazwę zawdzięcza mocnemu wiatrowi, co jest nie lada gratką dla kitesurferów. Plaże i ocean są przepiękne, a wszechobecna natura pozwala na błogi odpoczynek.

Bilety na Fuertę kupiliśmy z Rzymu, ponieważ były dużo dużo tańsze, niż z Polski (20e/2str + bagaż 7e = 14e/1os/2str), a do Rzymu za ok. 300zł/1os/2str. W stolicy Włoch zatrzymaliśmy się u naszych przyjaciół na dwie noce w pierwszą stronę i kolejne dwie na powrocie.

Bilety autobusowe z lotniska Fiumicino do Ostii (nadmorska dzielnica Rzymu), jak i do samego Rzymu firmy Cotral kosztują 1,50e – bilet kupuje się w aplikacji Nugo. Jest to dużo tańsza opcja niż pociąg, bo za ten trzeba zapłacić już 8e. Przystanek znajduje się między terminalami 1-3 na poziome 0, zaraz po wyjściu z lotnika.

Na Fuerteventurę dotarliśmy o godzinie 16:30, ale dodatkową godzinę spędziliśmy jeszcze na lotnisku na weryfikacji kodów QR w związku z covidem, mimo iż pasażerów na pokładzie nie było dużo. Następnie udaliśmy się po samochód,  który wcześniej zarezerwowaliśmy przez Internet, z lokalnej wypożyczalni PaylessCar za 180e/tydzień z pełnym ubezpieczeniem i bez depozytu. Ogólnie wypożyczalnia ta była zupełnie bezproblemowa, szybka i konkretna – warta polecenia.

Autkiem pojechaliśmy na samą północ do Corralejo, gdzie mieliśmy nocleg z Booking.com o nazwie Luxury CayetanaLas Dunas za 2306zł/4os=577zł/os/7dni.
Był to bardzo przyjemny apartament, na strzeżonym osiedlu, z dwoma sypialniami (w jednej łóżko małżeńskie, w drugiej dwa osobne łóżka bez możliwości połączenia) łazienką i dodatkową toaletą, kuchnią wraz z salonem i tarasem, na którym jedliśmy śniadanka. Na terenie obiektu znajdował się również basen.

Do plaży dojeżdżaliśmy autem ok 3-5min, a do centrum Corralejo jeździliśmy głównie hulajnogami, bowiem miasto posiada wiele ścieżek rowerowych, a hulajnogi były dostępne na każdym kroku. Stacje na jednoślady znajdowały się co kawałek, jedna z nich była zaraz przy naszym noclegu, trzeba było tylko ściągnąć aplikację Link. Jest to świetne rozwiązanie w takich turystycznych miejscowościach (i nie tylko), bo za kilka euro na parę można o każdej porze dnia, czy nocy szybko dotrzeć w odpowiednie miejsce.

1 dzień – jako, że dotarliśmy do apartamentu późnym popołudniem, pojechaliśmy już tylko do pobliskiego marketu na zakupy i do miasta, aby coś zjeść i rozejrzeć się po okolicy.

2 dzień – w kolejnym dniu pojechaliśmy na kilka plaż znajdujących się niedaleko naszego zakwaterowania: el Moro (Alzada), el Burro (Flag Beach), el Medano i el Dormidero, aby poplażować.

3 dzień – w sobotę zaczęliśmy także od plażowania, a następnie pojechaliśmy zwiedzić środkową część wyspy. Najpierw udaliśmy się na punkt widokowy Mirador Corrales de Guize (600m n.p.m) z pomnikiem Guanczów (pierwszych mieszkańców wyspy).

Następnym punktem było miasteczko – Betancuria – pierwsza stolica wyspy. To małe, ale bardzo klimatyczne miasteczko z mnóstwem gajów oliwnych. Na starym mieście znajdował się kościół Iglesia de Santa Maria oraz ruiny klasztoru Franciszkanów z XV w. (do których my nie dotarliśmy).

Po wizycie w mieście udaliśmy się na Arco de las Peñitas w Parque Rural de Betancuria (od wsi Vega de Rio Palmas). Aby tam dotrzeć, trzeba było jechać drogą FV 621 w kierunku Ajuy, następnie należy skręcić w drogę FV 627 i dojechać do parkingu Camino Buen Paso – tam zostawia się samochód i idzie wzdłuż ogrodzenia, później na rozwidleniu dróg skręca się w prawo (obok opuszczonego domu). Dalsza droga prowadzi w górę (około 20min) po dużych kamieniach. Droga nie należy do najprostszych i koniecznie trzeba mieć wygodne, sportowe buty (choć ja w sandałach też jakoś dałam radę). Droga nie jest w żaden sposób oznaczona i można stracić orientację, jeśli prze Tobą nikt nie kroczy. Widoki zdecydowanie rekompensują trud wspinaczki. W parku znajduje się również wąwóz Barranco de los Peñitas, ale my tam nie poszliśmy.

Ostatnim punktem w tym dniu była plaża z czarnym piaskiem w Ajuy oraz Cuevas de Ajuyzatoce Nerve, gdzie szlak mierzący 1,5km/1str prowadził wzdłuż wybrzeża. Sama trasa samochodem z Corralejo, w obie strony, zajęła nam 2,5h (bez zwiedzania).

4 dzień – tego dnia około południa ruszyliśmy w stronę wulkanu Calderon Hondo. Aby dostać się pod sam krater, można zostawić auto na parkingu i iść dłuższą drogą ok 4-5km, albo podjechać drogą szutrową pod drogowskaz Lajares, tam zostawić auto i ruszyć w zdecydowanie krótszą drogę, która zajmuje ok 15-20min. My wybraliśmy drugą opcję i tym samym zaoszczędziliśmy sporo czasu na wędrówce, dzięki temu pojechaliśmy jeszcze na Popcorn Beach, (dokładniej jest to Playa del Bajo de la Burra), która nazwę zawdzięcza białym kamyczkom uformowanym na kształt popcornu, a to za sprawą skamielin pochodzących z morskich alg. Droga do plaży jest również częściowo szutrowa, a na dodatek jest sporo dziur, także trzeba jechać wolno i ostrożnie.

Dalej pojechaliśmy do Parque Natural de Corralejo, czyli na wydmy i później na plażę naprzeciwko wspomnianych wydm. W planie na ten dzień było jeszcze miasteczko La Oliva z kościołem Iglesia de Nuestra Señora oraz el Cotillo z twierdzą El Toston, ale my te dwa punkty odpuściliśmy.
Jeśli jednak chcecie zobaczyć wszystkie miejsca to najlepiej (z Corralejo) zrobić to w takiej kolejności:
– la Oliva
– el Cotillo
– wulkan – Calderon Hondo
– plaża Popcorn Beach
– wydmy – Parque Natural de Corralejo – na powrocie, aby zahaczyć o zachód słońca.
Cała nasza trasa w tym dniu: lekko ponad 2h/2str (bez zwiedzania)

5 dzień – w poniedziałek udaliśmy się na jednodniową wycieczkę na wyspę Lanzarote. Prom odchodził o godzinie 10:00, płynęliśmy wraz z wypożyczonym samochodem. Ceny były dziwne, nieskorelowane, wyszło że najkorzystniejszą opcją będzie wykupienie 1 biletu dla 1 osoby z samochodem za 75e/2str u przewoźnika Armas oraz zakup pozostałych trzech biletów (już bez auta) za 33e/1os/2str u drugiego armatora  Fred Olsen. Finalnie i tak wszyscy razem płynęliśmy tym samym promem Naviera Armas, o tej samej godzinie 🙂

Dzięki takiemu rozwiązaniu zaoszczędziliśmy ok. 20e. Jedyną rzeczą, o jakiej trzeba pamiętać, to fakt, że na bilecie z autem trzeba określić godzinę powrotu i sztywno się jej trzymać, a na pojedynczych biletach powrót jest elastyczny (finalnie wracaliśmy o 17stej).
Na wyspie zobaczyliśmy 3 najważniejsze (moim zdaniem) punkty:

  • W pierwszej kolejności pojechaliśmy do Parku Narodowego Timanfaya (Islote de Hilario – punkt startowy), gdzie za wstęp płaciliśmy 12e/os. Niestety, aby dostać się na parking staliśmy w korku około 45 min. W początkowej fazie zwiedzania pojechaliśmy autokarem na objazdówkę po parku, ponieważ droga pieszo jest tam niemożliwa, a poza tym obszar parku jest też dość spory. Po powrocie trafiliśmy na pokazy geotermalne, wydobywające się z wnętrza ziemi, co było bardzo ciekawym zjawiskiem;
  • Następnie pojechaliśmy do La Geria, czyli naturalnych winnic na ziemi wulkanicznej z charakterystycznie usypanymi zatoczkami;
  • Aż w końcu do najbardziej znanego ”obrazka” z Lanzarote, czyli El Golfo i Laguna Verde czyli zielonego jeziorka. Parking jest przy drodze Solinas de Janubio-El Golfo, a najlepszy widok jest z punktu widokowego położonego we wschodniej części krateru.
  • Ostatnią godzinę spędziliśmy na plaży Playa Blanca, ponieważ zostało nam jeszcze chwilę czasu do promu.

Jeśli będziecie mieć więcej czasu to można odwiedzić jeszcze Playa de Papagayo oraz cypel o tej samej nazwie, a także zamek Castillo de Las Coloradas, Los Hervideros czy skały z zastygłej lawy opadające do Oceanu, Jameos del Agua – czyli 7 km wulkanicznych tuneli z grotami oraz basenem w końcowej części, na północy Mirador del Rio – punkt widokowy ze szklaną podłogą, ogród kaktusów – Jardin de Cactus oraz Zamek św. Józefa – Casa César Manrique. Jeśli zamierzacie zwiedzić więcej punktów to można kupić bilet łączony na wstęp do poszczególnych miejsc, dzięki czemu można zaoszczędzić trochę euro.

Ogólnie wyspa jest warta zobaczenia, ponieważ jest co zwiedzać, można też poplażować. Dla mnie najważniejsze były te punkty, które ujęłam w swoim planie i to jest moim zdaniem takie must see tej bardzo surowej wyspy, przypominającej wielokrotnie krajobraz księżycowy, co oczywiście jest jego wielką atrakcją. Niestety więcej zabytków i ciekawych miejsc nie udało nam się zobaczyć, ponieważ byliśmy mocno ograniczeni czasowo, ale cieszę się, że te najważniejsze zostały „odhaczone” 🙂

6 dzień – w tym dniu pojechaliśmy na południe Fuerty, na plażę Sotavento, która określana jest najładniejszą plażą na wyspie z wyjątkową laguną, co sprawia, że jest to największa atrakcja na Fuerteventurze. Plaża ma 9  km długości i ciągnie się od kurortu Costa Calma, aż do Morro Jable. Trzeba jednak pamiętać, że laguna nie pojawia się codziennie, uzależnione jest to bowiem od pływów morskich oraz od faz księżyca. Podczas pełni i nowiu pojawiają się największe pływy i wtedy przy brzegu tworzy się przepiękna laguna. Tak więc przed planowanym przybyciem na tę plażę należy sprawdzić, kiedy będzie pełnia / nów, bo wtedy mamy pewność, że wody jest najwięcej. Można to podobno sprawdzić poprzez aplikację My Tide Times. Laguna pojawia się kilka dni przed nowiem lub pełnią i znika kilka dni po nich. Jeśli jednak nie uda wam się przybyć w to miejsce w odpowiedniej fazie księżyca, można zobaczyć plażę bardzo szeroką z lazurową wodą nieco w oddali, która też tworzy piękny widok. Na plaży warto spędzić choćby parę godzin, bo przypływy i odpływy zmieniają się również w trakcie doby. My przyjechaliśmy koło południa, gdy przypływ był jeszcze dobrze widoczny, ale już koło 17stej woda odpłynęła całkowicie i została tylko bardzo szeroka plaża. Oprócz faz księżyca, istotną kwestią jest również odpowiednie miejsce do podziwiania tego zjawiska, a jest nim Playa de la Barca obok hotelu Melia (słynnym na cały świat, dzięki swojemu umiejscowieniu w pobliżu laguny) lub Risco del Paso. Warto pojechać w oba te miejsca. Przy tym drugim znajduje się wzniesienie, które jest doskonałym punktem widokowym na lagunę. Znajduje się ono po prawej stronie przy wjeździe na parking. Na plażę warto zabrać ze sobą jedzenie i napoje, ponieważ nie ma tam żadnych sklepów, barów ani restauracji. Mimo to widoki rekompensują wszystkie „niedogodności”, a nam udało się również zrobić tam sesję poślubną, w pięknych okolicznościach natury, bo w końcu był to nasz miesiąc miodowy 🙂

W drodze powrotnej pojechaliśmy jeszcze na naturalne baseny Piscinas Naturales, znajdujące się obok miejscowości Caleta de Fuste. Niestety tam nie trafiliśmy na odpływ, który uwidoczniłby basen.

Jeśli planujecie spędzić kilka dni na południu wyspy, to można odwiedzić również plażę Cofete, najbardziej dziką plażę na wyspie, do której droga dojazdowa podobno nie należy do najłatwiejszych. W okolicy jest również punkt widokowy Mirador de los Canarios. Chcieliśmy tam jechać, ale zabrakło nam niestety czasu.

7 dzień – w  przedostatnim dniu pojechaliśmy na pobliską plażę Playa El Bajo Negro, a nasi przyjaciele w tym dniu uczyli się pływać na desce.

8 dzień – do południa poszliśmy tylko na nasz lokalny basen, ponieważ o 14stej jechaliśmy na lotnisko, aby wrócić do Rzymu.

             Wyspa podobała mi się bardzo, ponieważ po pierwsze jest inna niż wszystkie, za sprawą żółtego piasku i pięknych, czystych i ogromnych plaż przypominających te z karaibskich pocztówek. Oczywiście nie jest to jedyny powód, aby przyjechać na Fuerteventurę, bo oprócz plaż można zwiedzić wiele pięknych miasteczek, ale przede wszystkim można poobcować z naturą. Dla mnie dodatkowym plusem była możliwość wybrania się na Lanzarote, na której czułam się, jakby na Księżycu. Dalej powrót na Fuertę, gdzie dominuje spokój, silny wiatr i bezkres błękitnego oceanu. Kilka punktów ominęliśmy, ale dzięki temu było więcej czasu na odpoczynek i mogę stwierdzić z czystym sumieniem, że były to jedne z tych wakacji, na których najbardziej odpoczęłam, mimo że również sporo zobaczyłam.

W kalkulacji nie ma ujętego ubezpieczenia czy wymiany pieniążków na euro, ale są to najważniejsze i największe poniesione koszty. Na miejscu za atrakcje same w sobie nie wydaliśmy chyba nic 🙂

Bilety lotnicze (łącznie) ok. 550zł
Nocleg 577zł
Prom na Lanzarote
(z autem)
212zł
Auto 203zł
SUMA 1542zł