Kolejnym moim marzeniem była wycieczka do Jerozolimy, kolebki religii i cywilizacji. To jedno z najstarszych miast świata, którego historia sięga ponad 4 000 lat wstecz, a jednocześnie jest to święte miasto trzech religii monoteistycznych – judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Jednak religia to nie wszystko co charakteryzuje to miejsce. To również współczesny organizm tętniący życiem, pachnący lokalną kuchnią i brzmiący mnóstwem różnych melodii.
Zazwyczaj bilety do Izraela nie były niskie, ale udało nam się uzbierać troszkę punktów na karcie Wizzair i znaleźć idealne połączenie lotnicze na listopadowy, przedłużony weekend w Ziemi Świętej. Dodam, iż ceny w samym Izraelu nie należą do najtańszych. Nocleg dla dwóch osób zarezerwowaliśmy poprzez portal Airbnb, ponieważ była to opcja najkorzystniejsza cenowo. Mieszkaliśmy w ciągu tych kilku dni w prywatnym mieszkaniu młodego chłopaka. Do dyspozycji mieliśmy pokój, łazienkę i kuchnię. Lokalizacja była dobra, blisko przystanku autobusowego i tramwajowego. Przylecieliśmy na wieczór i kolejnego dnia rano zaczęliśmy zwiedzanie.
Pierwszym punktem, które odwiedziliśmy, było Morze Martwe. Na uwadze mieliśmy to, że od piątkowego wieczoru obowiązywał szabat i przejazd autobusami w weekend byłby niemożliwy. Trasę pokonywaliśmy z głównego dworca autobusowego w Jerozolimie, bezpośrednio nad samo Morze Martwe. Autobus w okolice miejscowości Kalia jechał około 45minut, cena za przejazd wynosiła ok. 25 szekli. Bilet autobusowy można kupić u kierowcy (tak zrobiliśmy), albo na stronie egged.co.il lub na dworcu. Po wyjściu z autobusu musieliśmy dojść kawałek pieszo – wybraliśmy plażę Kalia Beach, gdzie za wstęp zapłaciliśmy 55 szekli. Plaża była czynna do 18.30; do dyspozycji były prysznice, łazienki oraz przebieralnie. Infrastruktura była dobra, choć nie mam porównania z innymi miejscami. Generalnie wszystkie plaże na północy są płatne. Jedyna bezpłatna plaża znajduje się na południowym krańcu Morza w okolicach EinGedi. Inną, polecaną plażą jest Neve Midbar Beach, gdzie wstęp kosztuje 85 szekli i można z niej korzystać w godzinach od 9 do 19stej. W cenie biletu była także możliwość korzystania zpr yszniców, łazienek, przebieralni oraz basenu.
Na powrotny autobus czekaliśmy dłużej niż przewidywaliśmy, ponieważ okazało się, że w drugą stronę nie jeżdżą punktualnie. Po powrocie poszliśmy jeszcze zwiedzić miasto [Jerozolimę] z darmową wycieczką Free Tour of Jerusalem, gdzie na końcu daje się tylko dobrowolny napiwek przewodnikowi. Wycieczka startuje codziennie o 11.00 i 14.00 spod Bramy Jafa. Program zwiedzania nie obejmuje Ściany Płaczu, ale można wejść na dach, skąd rozpościera się ładny widok na ten fragment Starego Miasta. Generalnie wycieczka ta jest ciekawą opcją z uwagi na lokalnego przewodnika, który opowiada historię miasta i jego zabytków. Z istotnych miejsc, które udało nam się zobaczyć, a sami moglibyśmy do nich nie trafić, były Wieczernik (miejsce, gdzie miała się odbyć Ostatnia Wieczerza, choć nie jest to nigdzie potwierdzone) oraz domniemany Grób Dawida.
Dalsze zwiedzanie dotyczyło Starego Miasta, na co trzeba było sobie zarezerwować ok. 2h. Znajdują się tam 4 dzielnice:
- Żydowska – najnowsza część Starego Miasta, gdzie znajduje się Ściana Płaczu;
- Muzułmańska – największa i najbardziej zaludniona, przenikający zapach przypraw;
- Chrześcijańska – znajduje się w niej Bazylika Grobu Świętego i wszędzie czuć zapach kadzidła;
-
- Autobus z Tel Awiwu do Jerozolimy kosztował 18 NIS i startował z głównego dworca, położonego niedaleko stacji kolejowej Hahagana. Linia, o ile dobrze pamiętam, ma numer 405 i jest też druga 480.Ormiańska – najmniejsza dzielnica, gdzie znajduje się XII-wieczna katedra św. Jakuba.
Zwiedzanie tego dnia opierało się głównie na spacerze po uliczkach Starego Miasta. „Kompleksowe” zwiedzanie, na własną rękę, miało miejsce w kolejnych dniach. I tak dnia trzeciego (wliczając dzień przylotu) już z samego rana udaliśmy się arabskim minibusem z dworca głównego do Palestyny, a dokładniej do Betlejem. Oprócz arabskiego transportu, w okresie szabatu nie kursuje tam nic więcej. Oczywiście na granicy Izrael – Palestyna była kontrola, trzeba było pokazać paszport, ale wszystko poszło sprawnie. To co mnie zmroziło po wjeździe do Palestyny, to ogromny bilbord, na którym widniał napis: „każdemu Izraelicie, który wjedzie na teren Palestyny, grozi śmierć”. Jak widać, nie kryją nienawiści między sobą i wyrażają to bardzo dosadnie. Po dotarciu na miejsce przeszliśmy przez Plac Bożego Narodzenia, czyli główny skwer miasta, a następnie odwiedziliśmy Mleczną Grotę, gdzie według legendy święta rodzina schroniła się przed żołnierzami Heroda. Grota otoczona jest białymi skałami, na które ponoć spadło kilka kropel mleka karmiącej Matki Boskiej (stąd kolor). Kościół i kaplica powstały niedawno, bo w 2006r, jednak architektonicznie nie budzi ona zachwytu. Odwiedzają ją głównie Polacy ze względów duchowych. Miejscowi sprzedawcy mają w swoim asortymencie polskie flagi, zdjęcia i pocztówki z Janem Pawłem II. Nieopodal Mlecznej Groty znajduje się również Grota Pasterzy i Łąka Zwiastowania, ale tam już nie dotarliśmy. Następnie udaliśmy się do Bazylki Narodzenia Pańskiego, która jest najstarszym zachowanym kościołem na Świętej Ziemi. Jej początki sięgają 326 roku i czasów cesarza Konstantyna Wielkiego. Wchodzi się przez „Drzwi pokory”, które są tak niskie i wąskie, że przechodząc przez nie trzeba się pochylić. Ponoć zamysłem budowniczych było utrudnienie zdobycia świątyni przez wrogie wojska, ale po latach pojawiła się idea, że drzwi są po to, by już na początku pokłonić się Jezusowi. Kolejki, które tam występują są bardzo długie i męczące. My staliśmy ok. 2h. Niestety zachowania ludzi pozostawiają wiele do życzenia – zdolni są wzajemnie się popychać, pchać się na siłę, śmiać, głośno rozmawiać, a nawet krzyczeć. Bardzo ujmuje to powagi świętego miejsca; można odnieść wrażenie, jak gdyby czekało się w kolejce do jakiegoś parku rozrywki… Po wejściu, na dole ma się dosłownie 2 minuty dla siebie i następnie strażnicy wypraszają zwiedzających. Może to trochę rygorystyczne podejście, ale z drugiej strony chyba jedyne, aby to miejsce mogli zobaczyć wszyscy zainteresowani. W drodze powrotnej znów przeszliśmy przez główny skwer miasta, gdzie znajduje się m.in. Meczet Omara. Następnie udaliśmy się w drogę powrotną do Jerozolimy, przechadzając się jeszcze uliczkami miasta, a jako, że był to piątek i po zachodzie słońca rozpoczął się szabat, poszliśmy pod Ścianę Płaczu, gdzie zmierzało całe miasto. Nazajutrz, z samego rana ruszyliśmy w miasto, aby dokładniej zwiedzić Jerozolimę. Wczesną godzinę wybraliśmy celowo, aby nie stać w dużych kolejkach do poszczególnych wejść. Najpierw odwiedziliśmy wnętrze Bazyliki Grobu Pańskiego, najważniejsze miejsce każdego chrześcijanina. Zaraz przy wejściu znajduje się Kamień Namaszczenia, na którym złożono ciało Chrystusa po zdjęciu go z krzyża. Po prawej stronie, na piętrze, jest kaplica Golgoty, gdzie znajdują się trzy stacje Drogi Krzyżowej. Najważniejszym jednak punktem jest Grób Pański, łączący się nijako z kaplicą Ormiańską. Proponuję być tutaj jak najwcześniej rano, bo z godziny na godzinę przybywało osób zwiedzających, a kolejki robiły się na parę godzin stania. W malutkiej wnęce znajduje się Grób Święty, gdzie również możemy być jedynie parędziesiąt sekund i strażnik wyprasza stamtąd. W dalszej kolejności udaliśmy się ponownie pod Ścianę Płaczu, tym razem za dnia. Jest to inaczej Mur Zachodni. To jedyna zachowana część Świątyni Jerozolimskiej – święte miejsce Judaizmu.
Następnie przeszliśmy na Wzgórze Świątynne, na którym znajduje się Kopuła na Skale, czyli miejsce otaczające Świętą Skałę, która miała być podstawą wniebowstąpienia Mahometa, oraz Meczet Al-Aksa, mogący pomieścić nawet 30 000 wiernych i pełniący głównie funkcje świątynne. Obydwa miejsca znajdują się obok siebie i są najważniejsze dla muzułmanów tego regionu. W kolejnym etapie pieszej wycieczki udaliśmy się na Górę Oliwną, która jest miejscem wniebowstąpienia Jezusa. Znajduje się tutaj m.in. Kopuła Wniebowstąpienia i najbardziej znany cmentarz żydowski. Kamienie pozostawiane na pomnikach symbolizują pamięć o zmarłym, jak znicze zapalane na naszych grobach. Wyznawcy trzech głównych religii uważają, że to właśnie na Górze Oliwnej nastąpi dzień Sądu Ostatecznego. Na Górze jest też najładniejszy widok na Jerozolimę. Zmierzając w to miejsce widać w oddali mury Jerozolimy wraz ze Złotą Bramą, która jest jedną z ośmiu bram Starego Miasta i prowadzi na Wzgórze Świątynne. Według tradycji żydowskiej, w dniu Sądu Ostatecznego przez Złotą Bramę do Jerozolimy wjedzie Mesjasz. Chrześcijańska teoria mówi natomiast, że przez tę bramę wjechał do miasta Jezus Chrystus tuż przed swoją męką – chrześcijanie obchodzą pamiątkę tego wydarzenia każdego roku – w niedzielę palmową . Idąc dalej mijamy również Bazylikę Konania, znaną również jako Bazylikę Wszystkich Narodów. A jeszcze dalej znajduje się kościół Grobu Najświętszej Marii Panny oraz Ogrójec, gdzie tuż przed pojmaniem modlił się Jezus. Zaskakujące i jednocześnie niezwykłe jest to, że większość drzewek oliwnych, które tam rosną, faktycznie były świadkami tego wydarzenia, bowiem mają ponad 2tys. lat. Na sam wieczór pojechaliśmy do Tel Avivu –określanego jako „Miami Bliskiego Wschodu” z dziesięcioma kilometrami plaż, słoneczną pogodą przez cały rok, ogromnym wyborem pubów, restauracji i klubów otwartych do wschodu słońca. Nocleg w tym nowoczesnym mieście mieliśmy zarezerwowany nocleg przez Booking, w młodzieżowym hostelu. Fajny klimat miały śniadania, ponieważ odbywały się na tarasie. Wybór noclegu był prosty, braliśmy najtańszą opcję na dwie noce. Do Tel Avivu dojechaliśmy bezpośrednim autobusem, który jechał zdworca w Jerozolimie. W kolejnym dniu zwiedzaliśmy miasto pieszo. Już na zupełnym luzie, z resztą nie ma tam zabytków, które trzeba zobaczyć. Jest to miasto na odpoczynek, plażowanie i podziwianie „izraelskiego Miami” – plaża, morze, promenada, palmy i wieżowce. Widoki fajne, jak dla mnie na jeden dzień. W Tel Avivie również organizowane są wycieczki z przewodnikiem (info z informacji turystycznej na ul. Herberta Samuela 46), my nie korzystaliśmy tym razem. Spacer rozpoczęliśmy od starej Jaffy, w której znajduje się wieża zegarowa z XVIIw, Meczet Mahmudiego i przylegającą do niego Synagogę Beit Zunana, Muzeum starożytności oraz Plac Kedumim, z licznymi kawiarniami i restauracjami, a także kościół św. Piotra, który został wzniesiony na ruinach średniowiecznej cytadeli. Dochodząc do promenady Tayelet, mijaliśmy po drodze plaże Jerusalem Beach i Frishman Beach, a także Nordau Beach. Ta ostatnia to plaża ogrodzona murem, gdzie obowiązuje ”segregacja” płci. W określone dni tygodnia wchodzą tam kobiety, w inne dni mężczyźni, a tylko w soboty mogą wchodzić razem. Idąc dalej prosto, doszliśmy do hotelu Hilton, przy którym znajduje się plaża dla ludzi odmiennych płci oraz jeszcze inna, miłośników psów. Mijaliśmy też imponujące drapacze chmur, Newe Cedek – najstarszą dzielnicę Tel Avivu, a także białe miasto, czyli budynki w stylu Bauhaus, wpisane na listę UNESCO. W ostatni dzień rano przeszliśmy jeszcze przez lokalny targ i około południa pojechaliśmy na lotnisko. Transport w Izraelu: Autobusy są zdecydowanie tańsze, niż pociągi. Transport autobusowy jest dobrze zorganizowany, kursuje ich wiele, cały Izrael jest połączony siatką autobusów. Najpopularniejszy przewoźnik to Egged, mają intuicyjną stronę internetową, przez którą można również rezerwować bilety. Nie ma problemu z zakupem wejściówek bezpośrednio na dworcach oraz u kierowców.
Mimo dosyć wysokich cen (jak na tamten czas, bo aktualnie przy naszej inflacji odczucia mogą być inne ;)) w lokalnych sklepach, czy restauracjach i opinii niektórych ludzi, mających obawę jechać do Izraela, ja zdecydowanie polecam ten kierunek. Nie czułam się, ani przez moment, zaniepokojona czymkolwiek. Faktycznie ulicami przechadza się co rusz wojsko, nierzadko są to bardzo młodzi ludzie, w tym wielokrotnie są to dziewczęta, również po cywilu, ale dla mnie była to strefa podwójnego bezpieczeństwa. Spacerując uliczkami Jerozolimy czułam się tak, jakbym przeniosła się do innego świata. Składała się na to temperatura (było ciepło jak na listopad i nieporównywalnie przyjemnie w porównaniu do klimatu, panującego w tym okresie w naszym kraju), ludzie – masa ortodoksyjnych żydów, których nie spotyka się u nas na co dzień i sama obecność w Ziemi Świętej, w której wiele tysięcy lat temu kształtowała się religia, kultura i cywilizacja. Podobało mi się tam wszystko: Morze Martwe – fajnie było poczuć to unoszenie wody, czy dotknąć soli, która naturalnie się „wyprodukowała” na brzegu, Ściana Płaczu też robi duże wrażenie, zwłaszcza w szabat. Dla każdego katolika niezwykłym przeżyciem jest odwiedzenie Grobu Pańskiego, czy miejsca narodzin Jezusa. Jedynym minusem jest tylko ogromna komercja w takich miejscach. Niestety ilość turystów powoduje, że brakuje tam tej właściwej „magii”, a powinny być to miejsca przepełnione refleksją. Tak samo droga krzyżowa, która wiedzie przez uliczki dzielnicy chrześcijańskiej w Jerozolimie, gdy codziennie po tej drodze kroczą tłumy turystów, co więcej jest tam wiele straganów i tych stacji nawet dobrze nie widać. Nie ma powagi i świętości tego miejsca, bo tam dzisiaj toczy się normalne życie lokalnej społeczności – być może też troszkę za dużo oczekiwałam. Wszystkie pozostałe zabytki, np. Kopuła na Skalne, czy Góra Oliwna są naprawdę zachwycające. Uważam też, że warto odwiedzić też Tel Aviv, na krótki wypad. Będąc tam dłużej osobiście bym się nudziła, szczególnie po pobycie w tak bogatym kulturowo mieście, jakim jest miasto trzech religii. Tel-Aviv to miasto zupełnie innego klimatu, zdecydowanie bardziej świeckie, zachodnie, wakacyjne.
- Autobus z Tel Awiwu do Jerozolimy kosztował 18 NIS i startował z głównego dworca, położonego niedaleko stacji kolejowej Hahagana. Linia, o ile dobrze pamiętam, ma numer 405 i jest też druga 480.Ormiańska – najmniejsza dzielnica, gdzie znajduje się XII-wieczna katedra św. Jakuba.