Włochy

Apulia – Monopoli, Polignano a Mare, Ostuni, Locorotondo, Alberobello, Matera, Bari

              Apulia to fascynujący region z wyjątkowym klimatem, gdzie czas płynie wolniej, a mieszkańcy są uśmiechnięci i życzliwi. Malownicza kraina położona na „obcasie” i „ostrodze” włoskiego buta zachwyca czystymi plażami, lazurowym morzem i klimatycznymi wioskami rybackimi. Turystów oczarowują także senne miasteczka i zielone gaje oliwne.

Wyjazd na weekendowy trip w okolice Apulii chodził za mną już od jakiegoś czasu, ale ceny biletów lotniczych były poza planowanym budżetem. W końcu szukając jakiejś alternatywy na krótki wyjazd za miasto, trafiliśmy na atrakcyjną okazję i kupiliśmy bilety za 260zł/2str +bagaż 60zł/2os (duży, rejestrowany 20kg).

Wylot mieliśmy z Wrocławia do Bari i z lotniska wynajmowaliśmy samochód za 882zł/5os (auto większe z uwagi na duże rozmiary walizek) z wypożyczalni EcoVia. Wypożyczonym autem pojechaliśmy od razu do Monopoli, gdzie zarezerwowaliśmy mieszkanie na 3 noce, w samym sercu starego miasta, za 285e=1340zł/5os/3dni=90zł/os/noc + na miejscu płaciliśmy 1e/os/dzień opłaty klimatycznej. Nocleg rezerwowany przez Booking – La di Mora di Mercurio był bardzo klimatyczny, tyle że dość ciemny (zwłaszcza na dole – nie było okien) i chłodny (co niewątpliwie byłoby plusem w lecie) i przy przeciętnych temperaturach podczas naszego pobytu, musieliśmy dogrzewać się piecykiem i klimatyzacją. Na dole znajdował się mały wąski salon z kuchnią, na półpiętrze była pierwsza sypialnia z łazienką, na piętrze kolejna sypialnia z łazienką, a na dachu taras, z którego niestety nie skorzystaliśmy, gdyż wieczory były jednak zbyt chłodne.

Po przyjeździe i zakwaterowaniu się ruszyliśmy zwiedzać Monopoli. Nie robiliśmy tego według wcześniej ustalonego planu, ponieważ dysponowaliśmy całym popołudniem, a po drugie – wszystkie interesujące nas punkty były zlokalizowane blisko siebie, więc bez stresu i bez pośpiechu mogliśmy sobie zrobić przyjemny spacerek po okolicy i cieszyć się dolce vita.

Przechadzając się po mieście zwiedziliśmy Katedrę Maria Santissima della Media (przy której notabene mieszkaliśmy) – jest to zabytkowy kościół i najważniejsza świątynia w mieście, obok znajdował się kościół i dawny klasztor San Domenico, zaś naprzeciwko niego dobrze oceniany bar „Zero Coctail Bar” (otwierany codziennie od 18stej). W Porto Antico, czyli również na starym mieście, znajdowały się dwa kolejne punkty: Piazza Garibaldi – miejsce tętniące życiem z licznymi knajpkami oraz Porto Vecchio czyli najbardziej charakterystyczne miejsce w Monopoli, z niebieskimi łódeczkami, kołysającymi się na wodach Adriatyku. Port otoczony jest przez białe budynki historycznego centrum, z których najbardziej wyróżnia się XVIII-wieczny Palazzo Martinelli z loggią od strony portu, z kolei na wprost portu widać było latarnię morską – Faro Rosso i tuż obok Zamek Karola V (Castello Carlo V), wzniesiony na małym cyplu o nazwie Punta Pinna. Od zamku w kierunku południowym znajdowała się nadmorska promenada – Lungomare Santa Maria, dochodząca do kościoła San Salvatore, którego fasada skierowana jest w kierunku morza. Nieco dalej znajduje się Bastione di Babula, a za nim wąska plaża Porta Vecchia. Na starym mieście trafiliśmy jeszcze na Piazzę Palmieri, na której znajdowały się: Pallazo Palmieri – barokowy pałac z XVII- wieku oraz kościół św. Teresy z Avila i kościół św. Piotra, który na przestrzeni wieków był przebudowywany.  Po zwiedzaniu poszliśmy coś zjeść i już do mieszkania, ponieważ zaczęło dosyć intensywnie padać.

Na zwiedzanie miasteczka spokojnie wystarczy parę godzin/pół dnia. Jeśli jest dobra pogoda, to można pokusić się o plażowanie – oprócz plaży przy starym mieście (Porta Vecchia), znajdują się tu jeszcze inne plaże – di Cala Porto Bianco, Spiaggia di Cala Cozze, di Cala Porto Rosso.

Miasteczko jest według mnie zdecydowanie warte zobaczenia. Wszystko, co istotne, jest „skumulowane” blisko siebie i w łatwy sposób można zagubić się w labiryncie wąskich, brukowanych uliczek, ale to właśnie nadaje bardzo przyjemnego klimatu temu miejscu.  

Parking w Monopoli:
– nam udawało się parkować samochód przed starym miastem, przy blokach, gdzie nie trzeba było płacić,
– Via Cala Fontanella– płatny parking blisko portu.

Drugiego dnia po śniadaniu (we własnym zakresie) pojechaliśmy do dwóch miasteczek: Polignano a Mare oraz Ostuni. Generalnie apulijskie miasteczka położone są blisko siebie, dlatego też cała trasa w dwie strony zajęła nam niedługo, bo ok. 2h. Uważam też, że można połączyć więcej miasteczek w ciągu jednego dnia, ale my podróżowaliśmy tym razem z 10-cio latkiem i w związku z tym nie chcieliśmy wprowadzać zbyt intensywnego zwiedzania. Ustaliliśmy plan na cały pobyt na dwie miejscowości na każdy dzień i finalnie zobaczyliśmy wszystko, co było przewidziane.

Do Polignano a Mare dotarliśmy około 11.30 i zaczęliśmy spacer od pięknej uliczki z knajpkami i sklepikami, nad którą wznosił się tekst piosenki „Volare”/ „Nel blu dipinto di blu” – bowiem właśnie z tego miasteczka pochodzi autor utworu. Następnie dotarliśmy do Piazza Vittorio Emanuele II, gdzie znajdowała się Katedra Santa Maria Assunta in Cielo, a przy niej 23-metrowa metalowa dzwonnica, która była budowana w trzech etapach. Spacerując po starym mieście (Centro Storico), trafiliśmy na piękny punkt widokowy na plażę Lama (Lama Monachile), wciśniętą pomiędzy dwa wysokie klify u podnóża historycznego centrum Polignano a Mare. Ten punkt widokowy najlepiej odszukać po nazwie „terrazza vista mare” lub „terraza Santa Stefano”. Dalej ruszyliśmy na most Ponte Lama Monachile, skąd także roztaczał się piękny widok na zjawiskową plażę, a potem na niższy most – Ponte Romano, z którego po kamiennych schodach wychodzi się wprost na kamienistą plażę. Tam odpoczęliśmy dłuższą chwilę, ponieważ pogoda w ten dzień dopisywała i dobrze było wygrzać się na słoneczku 🙂 Po „plażowaniu” przeszliśmy na drugą stronę klifu, czyli kameralny Plac Piazza San Benedetto, przy którym również znajdował się punkt widokowy, a obok stał pomnik Dominico Modugno – twórcy słynnej piosenki Volare, zaś za pomnikiem znajdowały się schody na skałę Piettra Piata, będącą także kolejnym punktem widokowym oraz miejscem odpoczynku, ale my go ominęliśmy. W drodze powrotnej do samochodu minęliśmy jeszcze zabytkową bramę Arco Marchesale, nazywaną też Porta Grande, która prowadziła do zabytkowego centrum – najczęściej właśnie stąd rozpoczyna się zwiedzanie miasteczka.

Miasteczko Polignano a Mare wyróżnia się plażą wciśniętą miedzy dwa klify, jak i zewsząd otaczających te plażę punktów widokowych. Myślę, że chociaż dla takiej pocztówki warto tu przyjechać.

Kolejnym miasteczkiem, do którego się udaliśmy, tego dnia, było Ostuni, czyli białe miasteczko Apulii, wznoszące się na wysokości 218m n.p.m. Samochód zostawiliśmy przy blokach na dole i stopniowo wspinaliśmy się do „La Citta Bianca”. Pierwszym punktem widokowym na miasto był a’la balkon lub taras obok nieczynnej (wtedy) restauracji DISH. Na samej górze znajdował się Plac Wolności – Piazza della Liberta, a obok Palazzo Municipale, czyli ratusz miejski, w którym niegdyś znajdował się klasztor, a teraz połączony jest w całości z kościołem Chiesa di San Francesco z Asyżu. Nad placem górował pomnik św. Oronzo – patrona miasta (Obelisco San’t Oronzo). Idąc dalej natrafiliśmy na Muzeum Archeologiczne, ale nie wchodziliśmy do środka, a następnie doszliśmy do Duomo di Ostuni czyli Bazyliki Katedralnej di Santa Maria Assunta, położonej na samej górze w sercu białego miasta, gdzie naprzeciwko znajdował się łuk – Arco Scoppa. Po wyjściu z Katedry i przejściu przez wspomniany łuk, można skręcić w uliczkę w prawo i po chwili dochodzi się do nieco większej otwartej przestrzeni, gdzie po lewej stronie znajduje się instagramowy punkt – „drzwi do nieba”. To pomalowane drzwi w odcieniach niebiesko-błękitno-zielonych, a to wszystko na białej ścianie, co wspólnie tworzy interesujący kontrast.

Po powrocie do mieszkania poszliśmy coś zjeść, a następnie zrobiliśmy jeszcze krótki spacer po Monopoli wieczorową porą.

Kolejnego (trzeciego) dnia pojechaliśmy do Locorotondo, miasteczka zbudowanego na planie koła. Znane jest przede wszystkim z przepięknych ozdób w okresie Bożego Narodzenia. Podczas naszego pobytu żadnych ozdób oczywiście już nie było, ale samo miasteczko oceniam na całkiem przyjemne na krótki spacer, bowiem zwiedziliśmy wszystko w przeciągu zaledwie ok.  1h.
Najpierw poszliśmy na plac Giuseppe Andrea Rodio oraz pod kościół św. Jerzego Męczennika (Chiesa Madre San Giorgio), dalej minęliśmy inny kościół – św. Mikołaja (Chiesa di San Nikola di Myra), później  Piazza Vittorio Emanuele i Porta Napoli, a naprzeciwko placu park, z którego można było dostrzec daszki domków trulli.

Parking w Locorotondo:
– ścisłe centrum miasteczka jest wyłączone dla ruchu samochodowego. My zostawiliśmy auto nieco poniżej miasteczka, na bezpłatnym parkingu obok placu zabaw
– przy historycznym centrum miasta jest tylko jeden duży parking: Piazza Antonio Mitrano – położony jest ok. 150m od jednej z bram wejściowych do centrum (nie można tu parkować w piątki między 6:00 a 15:00 z uwagi na targ)

Następnym punktem tego dnia było Alberobello, czyli najbardziej znane miasteczko Apulii z uwagi na okrągłe domki z charakterystycznymi, kamiennymi dachami, w kształcie szpiczastego stożka. Alberobello jest wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W miasteczku znajduje się około półtora tysiąca domków, z czego większość rozmieszczona jest na Rione Monti, czyli Zonie Trulli (skręca się tam w lewo, idąc główną ulicą).  Na samej górze Rione Monti znajduje się Trullo Siamese lub Chiesa a Trullo, czyli kościół św. Antoniego z Padwy (Chiesa di Sant’ Antonio di Padova), dokładnie na skrzyżowaniu Via Monte Pertica i Via Cadore. Świątynia, zbudowana na wzór domków, „zamyka” historyczną dzielnicę miasta. W tej części (lewa strona) znajduje się też kilka mniejszych, bezpłatnych punktów widokowych, jak również można skorzystać z  punktów widokowych utworzonych na tarasach lub dachach domków, w których często można natrafić na sklepiki z pamiątkami. Aby tam się dostać należy wcześniej zakupić coś w sklepie i „droga wolna”. Głównymi ulicami tej części miasteczka są: Via Monte Pertica, Via Monte Sabotino oraz Via Monte S. Gabriele. Jeśli zaś skręcicie z głównej ulicy (Largo Martellotta) w prawo, również dojdziecie do ciekawych miejsc. Pierwszym z nich jest punkt widokowy – Belvedere Giardini Pub, który znajduje się w małym parku, do którego wejście jest bezpłatne. Idąc dalej w górę dochodzi się do kościoła Santa Lucia (Chiesa di Santa Lucia), z tarasu którego również rozpościera się piękna panorama na domki. Przy kościele znajduje się też fontanna. Idąc od kościoła jeszcze trochę w górę dochodzimy do rynku, przy którym można zobaczyć ratusz (Comune di Alberobello). Z tego miejsca wiedzie droga Corso Vittorio Emanuelle, na końcu której stoi potężna Bazylika Kosmy i Damiana, wraz dwiema strzelistymi dzwonnicami. Nie dalej niż sto metrów za Bazyliką znajduje się największy Trullo w mieście (Trullo Sovrano), do którego wstęp jest płatny 2e/os. Ta część miasteczka (prawda strona) jest bardziej „dziewicza” i spokojniejsza, co pewnie jest spowodowane znacznie mniejszą ilością charakterystycznych domków (tylko ok. 400).

Ogólnie miasteczko jest warte zobaczenia, ponieważ oprócz tego, że jest wizytówką Apulii, to jest po prostu inne niż wszystkie, a dzięki klimatycznej zabudowie można poczuć się tam trochę, jak w baśniowej krainie 🙂

Parking w Alberobello:
– strefa A i B- obydwie płatne, z czego strefa B obejmuje parkingi dla turystów i położona jest najbliżej Trulli (w parkometrach płatność głównie gotówką).
– Parkingi miejskie: – Via Indipendenza 4 – w centrum między Rione Monti, a Rione Aia Piccola
– Via Domenico Morea – blisko Rione Monti

W czwartek (4. dzień) spakowani pojechaliśmy do Matery – miasteczka wykutego w skale. Jest ono dużo większe niż te dotychczas zwiedzane, a jego historyczna część podzielona jest na starszą – Sasso Caveoso, bardziej przypominjącą jaskinie, bowiem wykuta jest w ścianach wąwozu Gravina, i nowszą – Sasso Barisano, która jest bardziej współczesna i tam jaskinie są elementami domów. Sasso Caveoso od Sasso Barisono oddziela wzgórze, na którym znajduje się Katedra, a ta część miasta określana jest jako Civita. Ciekawostką jest również to, że w tym miejscu kręcono wiele znanych filmów, m.in. przygody Jamesa Bonda, czy „Pasję” Mega Gibsona.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Palazzo Lanfranchi, który jest siedzibą Narodowego Muzeum Sztuki Średniowiecznej i Współczesnej regionu Bazylikata. Po lewej stronie od tego – podobno -najcenniejszego obiektu Matery znajduje się Belvedere di Piazza Giovanni Pascoli – czyli piękny punkt widokowy, ukazujący sporą część Sasso Caveoso. Następnie udaliśmy się w stronę kościoła św. Klary z Asyżu (Chiesa di Santa Chiara d’ Assisi), a dalej w kierunku kościoła Czyśćca (Chiesa del Purgatorio). Po zrobieniu kilku zdjęć przeszliśmy się do Piazza San Francesco, przy którym znajduje się kolejny, barokowy kościół poświęcony tym razem św. Franciszkowi z Asyżu. Plac płynnie przechodzi do innego rynku – Piazza del Sedile, przy którym znajduje się pałac o tej samej nazwie (Pallazzo del Sedile; plac i kościół św. Franciszka z Asyżu). Na tym obszarze generalnie jest wiele różnych obiektów sakralnych, zlokalizowanych blisko siebie, podobnie jak i wiele restauracji, sklepików czy barów (na Via Domenico Ridola). Podążając nieco w górę Via Duomo dochodzimy do Piazza Duomo, gdzie znajduje się Apulijsko-romańska Katedra Duomo, oddzielająca dwie historyczne części Matery. Na wzgórzu Civitas, przed Katedrą znajduje się punkt widokowy, który według mnie nie jest aż tak spektakularny, jak się o nim pisze. Schodząc z góry skierowaliśmy się na kolejny plac – Piazza Vittorio Vento, czyli centralny rynek miasta. Obok znajduje się kolejny, warty zobaczenia punkt widokowy – Belvedere Luigi Guerricchio, a pod nim Palombaro Lungo, tj. sztuczny zbiornik wodny, do którego my nie schodziliśmy. Po zobaczeniu Belvedere Luigi Guerricchio poszliśmy w przeciwnym kierunku (musieliśmy się nieco wrócić), aby dojść do ostatniego zaplanowanego punktu, czyli kościoła Chiesa di Santa Maria de Idris, który usytuowany jest na skale Monterrone. Ułożenie obiektu jest imponujące, tak samo, jak widoki dookoła niego. Aby dotrzeć na najlepszy punkt widokowy na miasto, należy obejść kościół i stanąć z tyłu. Panorama rozpościera się na najstarszą część Sassi. Schodząc z tarasu widokowego trafiliśmy jeszcze do kościoła św. Piotra i Pawła (San Pietro Caveoso), gdzie również nie brakowało widoków na otaczającą naturę.

Matera to miasteczko, które urzekło mnie bardzo z uwagi na niezliczoną ilość nieziemskich punktów widokowych, budynki wykute w skale, pnące się do góry, przepełnione historią i magią… Spędziliśmy tam zaledwie parę godzin, a spokojnie można byłoby poświęcić tu dwa pełne dni zwiedzania.

Po zwiedzeniu tego urokliwego miasteczka ruszyliśmy w stronę Bari, gdzie zarezerwowaliśmy sobie ostatni nocleg naszego wyjazdu, w Suite House 78, w centrum miasta, za 564zł/5os=113zł/os. Apartament był bardzo nowoczesny, odremontowany, mimo że znajdował się w starej kamienicy. Mieliśmy do dyspozycji kuchnię (ze śniadaniem w słodkiej formie), salon, łazienkę, dwie sypialnie otwarte (góra i dół) oraz jeden zamykany pokój 1-osobowy. Dopełnieniem apartamentu był ogromny i piękny taras z bujną roślinnością, na którym udało nam się zjeść śniadanie. Do starego miasta mieliśmy kilka minut drogi pieszo.

Po zameldowaniu się poszliśmy na Strada Arco Basso / Strada della Orcchiette, aby zobaczyć Panie robiące ręcznie domowy, lokalny makaron Orecchiette i oczywiście go kupić (za woreczek 2,50e). Po przeciwnej stronie ulicy znajdował się zamek – Castello Normanno-Svevo, do którego nie wchodziliśmy. Dalej była Katedra – Cattedrale di San Sabino, skąd rozpoczynało się wejście do starego miasta Bari Vecchia. Tam poszliśmy na kolację do jednej z knajpek, a następnie wróciliśmy jeszcze pod Bazylikę św. Mikołaja, która niestety była już zamknięta – a szkoda, bo znajdował się w niej grobowiec królowej Bony – żony Króla Zygmunta I Starego, który chciałam zobaczyć.

W ostatnim dniu (w piątek) ze spakowanymi walizkami pojechaliśmy jeszcze na plażę – Pane e Pomodoro, a już o 14:30 mieliśmy lot powrotny do Polski.

Jeżeli chodzi o parkingi, to jakimś cudem uniknęliśmy opłat za parkowanie w sześciu miasteczkach, gdyż zawsze udawało nam się znaleźć wolne miejsce w strefie mieszkalnej, a były to miejsca oddalone maksymalnie kilkaset metrów od ścisłego centrum danego miasteczka. Jedynie w Bari musieliśmy zapłacić za parking 1e/1h (8:00-20:30), ponieważ tam żadnego wolnego miejsca nie mogliśmy znaleźć. Koszt tego parkingu wyniósł nas 5e/5osób.

Wymienione miasteczka są według mnie bardzo atrakcyjnymi i obowiązkowymi punktami na planie zwiedzania Apulii. Można oczywiście coś dołożyć, jeśli macie czas, ale na pewno nic bym nie odejmowała. Dla mnie na pierwszym miejscu znajduje się Matera, najmniej z kolei podobało mi się Bari.

Kilkudniowa wycieczka w ten rejon okazała się strzałem w 10tkę 🙂

Wymiana pieniążków 70e (30e mieliśmy)= 100e = ok. 315zł/2os = 160zł/os (reszta kartą)
Auto 882zł/5os = 176zł/os
Noclegi Monopoli 284zł/os
z opłatą klimatyczną
Nocleg Bari 564zł/5os=113zł/os
Ubezpieczenie 147/5os=30zł/os
Loty 320zł/os
z bagażem
SUMA 1083zł/os