Sardynia to skalista wyspa na Morzu Śródziemnym, druga pod względem wielkości. Określana jest mianem „wyspy skarbów” archeologii, natury i tradycji. Znajdują się tutaj malownicze plaże, urocze zatoki i zachwycające wybrzeże z krystalicznie czystym morzem mieniącym się w odcieniach turkusu.
Kupując bilety lotnicze (w pierwszą stronę Ryanair, a drugą pierwotnie Wizzair, finalnie też Ryanair), nie przypuszczaliśmy, że będą one relatywnie aż tak tanie w stosunku do pozostałych kosztów poniesionych na miejscu, w związku z czym był to chyba pierwszy „niebudżetowy” wyjazd dotychczas. Mogło się na to złożyć kilka czynników: Sardynia już wtedy do najtańszych nie należała (mnóstwo Włochów spędza tam swoje wakacje), po drugie – jechaliśmy tym razem w dwie osoby, więc koszty noclegu czy samochodu rozkładały się już tylko na dwie osoby, a po trzecie – poprzez sytuację Covidową chyba każdy chciał się „odkuć” i windował ceny maksymalnie do góry. Pierwotnie mieliśmy wracać do domu Wizzairem, ale bliżej wyjazdu linia lotnicza zmieniła siatkę połączeń i przesunęła nam lot o 2 dni później, na co niestety nie mogliśmy sobie wtedy pozwolić z uwagi na obowiązki zawodowe. Z tego powodu kupiliśmy bilety powrotne również linią Ryanair, które łącznie z bagażem kabinowym wyniosły 380zł/os (w dwie strony), a do tego doszły nam jeszcze koszty ubezpieczenia podróży na cały wyjazd za 94zł/2os.
Początkowy plan zakładał również wynajęcie samochodu na cały pobyt, ale niestety gigantyczne ceny zweryfikowały nasze możliwości i ostatecznie wypożyczyliśmy auto na 3 dni od Polki, mieszkającej na Sardynii, za ok 380zł/os (165e/2os) wraz z pełnym ubezpieczeniem. Dostaliśmy małą Toyotę Aygo, którą przejechaliśmy ponad 600km, a za paliwo zapłaciliśmy (65e/2os) 295zł/2os.
Niestety przed wyjazdem nie miałam czasu, aby zrobić dokładny plan zwiedzania i już wiem, że ten błąd nigdy powtórzyć się nie może. Zrobiłam jedynie bardzo ogólny plan na cały wyjazd, Mateusz zajął się noclegami i ogólną logistyką wyjazdu (jak zwykle), a także wycieczką na La Madalenę, również od Polki, ale tutaj uważam, że wycieczkę można było zorganizować lepiej. Generalnie niektórych punktów mi zabrakło, niektóre znajdowały się w innym miejscu niż myślałam, a do tego dochodził czas, który nie pozwolił zobaczyć nam wszystkiego. W planach była również Korsyka na 1 dzień z uwagi na bliską odległość, ale generowało to niestety dodatkowe koszty i opłaty za samochód na kolejny dzień, więc musieliśmy tę opcję odpuścić.
Plan naszego wyjazdu kształtował się następująco:
1 dzień – lot z Katowic mieliśmy o 13:00, w Alghero byliśmy ok 15:30, a o 16stej mieliśmy autobus Alfa do centrum Alghero, który odjeżdżał z przystanku usytuowanego zaraz po wyjściu z terminala po prawej stronie. Na terenie lotniska trzeba kupić bilet na tenże autobus w automatach ATM za 1,30e/os (kierowcy podobno nie sprzedają). Po półgodzinnej trasie dotarliśmy do noclegu (na jedną dobę zatrzymaliśmy się w Alghero 4u Self Check in za 185zł/2os/noc – jeden pokój z łazienką, dostępna była również ogólnodostępna kuchnia) przebraliśmy się i ruszyliśmy w stronę plaży z bardzo drobnym piaskiem – Spiaggia di Las Tronas, a wieczorową porą zrobiliśmy krótki rekonesans po miasteczku.
2 dzień – z samego rana (ok. 8:00) ponownie pojechaliśmy autobusem na lotnisko, aby odebrać samochód. Za bilet zapłaciliśmy 1e/os i okazuje się, że tylko z lotniska bilet jest droższy o 0,30e. Bilety można kupić w automatach lub w kioskach z papierosami.
Ruszyliśmy do Bosy – kolorowego i spokojnego miasteczka położonego przy zamkowym wzgórzu, gdzie jak sama nazwa wskazuje, jest Castello del Malaspina, zwane także Castello di Serravalle. Dotrzeć do niego można długimi, stromymi schodami lub samochodem na okoliczny parking (my samochód zostawiliśmy przy rzece i ruszyliśmy pieszo na samą górę miasteczka). Wstęp na teren zamku kosztował 4e/os. Nieopodal znajdował się również malutki kościółek Chiesa di Nostra Signora Sos di Regnos Altos. Z murów i wież zamkowych rozpościera się panorama miasta. Kolorowe budynki, charakterystyczne dla tego miejsca, znajdują się w dzielnicy Sa Costa i warto zrobić sobie spacer po uliczkach bo miasteczko ma bardzo przyjemny klimat. Na samym dole miasta, obok mostu, znajduje się Katedra Niepokalanego Poczęcia – Cattedrale dell’Immacolata Concezione. W Bosie spędziliśmy mniej niż 2h, a następnie pojechaliśmy w stronę Orgosolo – wioski murali, zatrzymując się jeszcze tylko na punkcie widokowym (po drugiej stronie rzeki), aby zrobić zdjęcie kolorowym domkom Bosy, widzianych z oddali.
Po dotarciu licznymi serpentynami do Orgosolo ruszyliśmy zwiedzić miasto i murale, których jest tutaj ponad 300. Samochód zostawiliśmy na rynku (Centro di Aggregazione Sociale), ponieważ akurat było miejsce, a miasteczko świeciło raczej pustkami. Obrazy na budynkach zrobiły na nas duże wrażenie, zwłaszcza, że często odnosiły się do historii Europy czy Świata. Podczas spaceru dotarliśmy też do Santuario Chiesa Beata Vergine Assunta (Sanktuarium Wniebowzięcia Najświętszej Dziewicy) oraz Chiesa Parrocchiale San Salvatore (kościół pw. Św. Piotra Apostoła). W miasteczku spędziliśmy 1h i uważam, że warto było odwiedzić to miejsce.
Kolejnym punktem wycieczki miała być Cala Gonone z pięknymi plażami: La Luna, Cala Goloritze, Cala Sisine oraz Cala Mariolu, ale dostęp tam był możliwy głównie od strony morza z wycieczką lub pieszo przez góry, a trekking trwał od 2,5 do 6h. Tej wycieczki żałuję bardzo! Naszym docelowym miejscem w tym dniu zostało miasteczko Orosei, w którym mieliśmy jeden nocleg w hotelu Baia Marina(3*)za 240zł/2os/noc. Ogólnie apartament bardzo ładny i bardzo duży (spokojnie na większą liczbę osób), z dwoma pokojami, kuchnią, ogromnym balkonem. Naprzeciwko znajdował się market. Po zakwaterowaniu poszliśmy na miasto coś zjeść i przejść się na spacer, gdzie po drodze napotkaliśmy na bardzo klimatyczny bar Yesterday.
3 dzień – około 11:00 pojechaliśmy w stronę stolicy wyspy – Olbii, zahaczając wcześniej o 3 piękne plaże w San Teodoro:
- La Cinta (Spiaggia La Cinta) – parking 1,5e/h – plaża długa, szeroka z płytką linią brzegową;
- Spiaggia di Lu Impostu – spokojna, mało ludzi;
- Brandinchi Beach – piękna ale dość wąska. Druga i trzecia z wymienionych plaż są położone blisko siebie i mają jakby wspólny parking 2e/h
W Olbii można także odwiedzić plażę Pittulongu, ale nam się niestety nie udało.
Po dotarciu do Olbii, określanej jako brama Sardynii, zameldowaliśmy w Tigrillo Bed&Breakfast na 1 noc za 385zł/2os/noc i po ogarnięciu się pojechaliśmy do Porto Cervo – najdroższego i najbardziej ekskluzywnego miasteczka na całej Sardynii. Znajdowało się tam mnóstwo jachtów, butików, restauracji i drogich samochodów.
Dzień 4 – po śniadaniu pojechaliśmy do Palau, gdzie zwiedziliśmy miasteczko, a następnie udaliśmy się na plażę, skąd mieliśmy wyruszyć na rejs po archipelagu La Madalena. Zapłaciliśmy za tą wycieczkę 85e/os, a w cenie mieliśmy: obiad, przekąski, alkohol i kameralną, 4osobową, łódkę. Zatrzymywaliśmy się w 3 różnych miejscach na głębokości do której mogła zacumować łódka, a do plaży naturalnie trzeba było dopłynąć już własnymi siłami. Wracaliśmy po zachodzie słońca. Byłam bardzo nastawiona na tą wycieczkę i niestety czuję niedosyt.
Nie popłynęliśmy do najbardziej charakterystycznych punktów archipelagu np. na różową plażę, bo podobno była za daleko. Widoki były piękne, ale brakowało mi takiego „wow”, a wiem że było to do osiągnięcia. Może zamiast robić dość długie przerwy między kolejnymi plażami, powinniśmy popłynąć w inne, ciekawsze miejsca. Uważam na pewno, że cena była zbyt wygórowana w stosunku do planu tej wycieczki. Następnym razem skorzystałabym z opcji wycieczkowca, który dopływa do miasteczka i ludzie zwiedzają zatoczki od strony lądu.
Po zakończonym rejsie i powrocie na miejsce startu, czekała nas jeszcze długa podróż do Alghero, poprzez liczne serpentyny i wąskie, nieoświetlone drogi. Po przyjeździe zakwaterowaliśmy się koło północy w Leolù Guesthouse Alghero za 1173zł/2os/4noce (niestety nie mam zdjęć pokoju). Pokój był ładny, czysty z łazienką, śniadania serwowane były przez gospodarzy, na słodko lub słono – do ustalenia. Państwo byli bardzo mili i pomocni, a samo usytuowanie noclegu też bardzo dobre, ponieważ było blisko plaży, a zarazem i centrum miasteczka. Spędziliśmy tutaj 4 noce.
Dzień 5 – po śniadaniu pojechaliśmy oddać samochód na lotnisko, a następnie udaliśmy się autobusem na plażę Maria Pie – według mnie najładniejszą plażę w okolicach Alghero. Popołudniu zwiedziliśmy piękne uliczki Alghero, m.in charakterystyczny XII wieczny mur obronny z wieżą Porta Terra przy Via Vittorrio Emanuele II, gdzie odbywają się obecnie liczne spotkania i konferencje.
Dzień 6 – około godziny 10:00 poszliśmy na miasto, aby wynająć skuter i przejechać się do Stintino – która słynie przeze wszystkim z plaży La Pelosa, będącą wizytówką Sardynii. Piasek przypomina tutaj śnieżnobiałą mąkę, a woda jest krystaliczna i błękitno szmaragdowa, zaś samo zejście do wody jest bardzo łagodne i płytkie na dużej odległości. Niestety wypożyczenie skutera na 1 dzień kosztowało około 50-60e, mało tego nawet nie były dostępne „od ręki”, tylko trzeba było je rezerwować co najmniej dzień wcześniej. Dlatego też zrezygnowaliśmy z tej opcji i pojechaliśmy autobusem miejskim Sardabus (z przystanku Via Catalogna) za 6e/1str (około 1h 10min drogi). Bus dojeżdża prawie pod samą La Pelosę, ale żeby móc tam wejść należy wcześniej wykupić miejscówkę (najlepiej dzień lub 2 dni wcześniej, ponieważ wchodzi tam tylko określona liczba – 1500osób na dzień). Biletu nie da się kupić na miejscu, trzeba to zrobić on-line za 3,50e/os. Dodatkowo, należy wziąć ze sobą jakiś podkład pod ręcznik (karimatę, worek, folie – cokolwiek co nie „ukradnie” z plaży piasku, jak np. sam ręcznik). Przy okazywaniu biletów, faktycznie sprawdzali czy ma się coś takiego, w przeciwnym razie należy zakupić lub wypożyczyć za bagatela 10e.
Za główną plażą był bardzo fajny punkt widokowy na Wyspę Asinara oraz hiszpańską wieżę strażniczą, gdzie można zrobić zdjęcia z wieżą bez tłumów, które oczywiście znajdowały się na plaży. Zaraz obok tego miejsca było wejście na plażę Spaggia della Pelosetta – plaża kamienista, ale darmowa, umiejscowiona na przeciwko Wyspy Asinara i Isola Piana. Plaża z dobrą infrastrukturą (bary, punkty usługowe, wypożyczalnie). Po powrocie wybraliśmy się na kolację do Al Dieci, gdzie za 15e/os można było wybrać 3-daniowy posiłek, w tym również owoce morza. Bardzo fajna opcja z dobrym jedzeniem.
Dzień 7 – po śniadaniu znowu plażowaliśmy na Maria Pie, a popołudniu autobusem pojechaliśmy do Groty Neptuna. Po dotarciu na ostatni przystanek, do miejsca docelowego doprowadziło nas 654 schody, zwanymi Escala del Cabirol, ciągnących się wzdłuż morza. Za dodatkową opłatą można wejść do groty, gdzie znajdowało się jezioro La Marmora o długości ponad 100m – nie korzystaliśmy z tej opcji, ale i bez tego był to fajny pomysł na popołudniowy spacer.
Dzień 8 – W ostatni dzień jechaliśmy już prosto na lotnisko i wracaliśmy do Polski.
Podsumowując, Sardynia to piękna wyspa z licznymi, typowymi, uroczymi miasteczkami, piękną pogodą, a pod kątem plaż w Europie to dla mnie absolutny nr 1. Czuje pewien niedosyt, że nie udało nam się zrealizować wszystkiego co finalnie chciałabym, ale mam nadzieję, że jeszcze tam kiedyś wrócę z dokładnym planem i większym portfelem, bo niestety jest to też dosyć drogi kierunek, aczkolwiek niezależnie od tego zdecydowanie polecam każdemu zobaczyć tę wyspę.
| Loty | 380zł |
| Ubezpieczenie | 47zł |
| Wypożyczenie samochodu na 3dni | 380zł |
| Koszty paliwa | 148zł |
| Noclegi | 992zł |
| Wycieczki+transporty miejskie | 460zł |
| SUMA | 2407zł/os |