Ibiza to wymarzone miejsce na Morzu Śródziemnym, w którym można poczuć wolność i cieszyć się hipisowską atmosferą mody i targów, relaksować się na pięknych plażach lub podziwiać zachody słońca z inspirującymi widokami. Jest to także jedno z najbardziej imprezowych miejsc nie tylko w Hiszpanii, ale i w całej Europie.
Tegoroczny urlop padł na Ibizę, ponieważ pojawiły się bezpośrednie loty z Katowic i to w bardzo korzystnych cenach – 160zł/os/1str. Jako, że mój mąż jest fanem muzyki house i bardzo chciał tam kiedyś pojechać, to decyzja zapadła niesamowicie szybko.
Lot powrotny mieliśmy przez Madryt (za ok. 140zł/os), gdyż jechaliśmy jeszcze na koncert Malumy, kolumbijskiego wokalisty muzyki latino (to z kolei bardziej moje klimaty), a stamtąd do Turynu (ok. 140zł/os), gdzie postanowiliśmy spędzić jeszcze weekend. Taka przesiadkowa opcja była korzystniejsza finansowo, niż bezpośredni lot z Madrytu do Polski, a do tego dała nam dodatkowe kilka dni urlopu. Lot z Turynu do Krakowa kupiliśmy za ok. 160zł/os.
Po Ibizie poruszaliśmy się głównie komunikacją miejską, która jest dobrze zorganizowana. Z lotniska są bezpośrednie autobusy do większych miast na wyspie. Bilety kupuje się w autobusie lub na dworcu autobusowym. Wieczorową porą jeżdżą również darmowe disco busy, czyli autobusy, które dowożą ludzi do tamtejszych klubów w ramach biletu wstępu do danego klubu.
Do Eivissy, stolicy wyspy dotarliśmy po godzinie 22. Nocleg mieliśmy na starym mieście w Casa de Huespedes de la Peña za 650zł/2os/2noce. Obiekt usytuowany w fajnej lokalizacji, na starym mieście. Było czysto, w pokoju była lodówka i umywalka, łazienka znajdowała się poza pokojem i była ogólnodostępna. Jak na dwie noce to był wystarczający standard.
Pierwszego dnia – rano – pojechaliśmy na plażę Platya Bossa, obok klubu Borra Borra. Plaża ładna, długa, woda ciepła. Popołudniu zwiedziliśmy stare miasto Eivissa Dalt Villa, które dokładnie oznacza „górne miasto Ibizy” i tak też jest usytuowane. Miasteczko bardzo ładne, klimatyczne z wąskimi uliczkami. Większą jego część wpisano na listę UNESCO. Znajdują się tutaj m.in.: XIV-wieczna Katedra Santa Maria, Castillo de Ibiza – zamek, skąd rozpościera się przepiękna panorama na port, miasto, a także Puig des Molins, czyli wzgórze wiatraków.
Kolejnego dnia udaliśmy się do Sant Antonio Abad, gdzie mieliśmy docelowy nocleg w Smart Way Ibiza za ok. 165zł/os/noc, wraz z naszymi przyjaciółmi, którzy dojeżdżali do nas dwa dni później. Wynajęliśmy apartament 4-osobowy z jedną łazienką, balkonem i salonem (z dwoma łóżkami) oraz aneksem kuchennym. Zaraz obok noclegu mieliśmy duży supermarket Mercadona, o bardzo szerokim asortymencie i niskich cenach. Do najbliższej plaży zaś, Cala del Moro, było około 20-30min drogi pieszo. I tam też wybraliśmy się zaraz po przyjeździe do tego miasteczka. Wieczorem poszliśmy na zachód słońca do Cafe Mambo, baru/klubu, gdzie odbywa się zawsze „before” przy muzyce elektronicznej. To magiczne miejsce jest zazwyczaj wstępem do nocnych szaleństw w tutejszych klubach. Korzystając z okazji postanowiliśmy zagościć tej nocy w Edenie (wejście: 25e/os). Klub jak dla mnie bardzo surowy w wystroju, drogi, ale imprezka była fajna, mimo że to nie do końca moje klimaty.
W sobotę (3. dnia) – ponownie odpoczywaliśmy za dnia na plaży, później zawitaliśmy do Cafe Mambo, a następnie pojechaliśmy na imprezę do Pachy, chyba najbardziej znanego klubie na Ibizie i nie tylko tam… Tutaj klimat był zdecydowanie lepszy, ceny nieco niższe, a sama impreza rewelacyjna (wejście: 50e/os). Dla porównania, w Edenie woda kosztowała 10e, małe piwo 12e, natomiast w Pachy małe piwo 10e.
W niedzielę (4. dzień) – postanowiliśmy pojechać ponownie do stolicy, aby stamtąd popłynąć na Formenterę, przepiękną wyspę wchodzącą w skład Balearów. Promy kursują codziennie, w różnych godzinach, a sam rejs trwa około 30min i można tam dopłynąć za 40-45e/2str/os w zależności czy prom jest przyspieszony, czy normalny. Obok portu na Formenterze znajdują się liczne wypożyczalnie samochodów i skuterów. My wypożyczyliśmy skuter na cały dzień za ok. 80zł/skuter. Najpierw pojechaliśmy na najładniejszą plażę na wyspie czyli Ses Illetes, która uznana jest za drugą najpiękniejszą plażę w Europie, według rankingu TripAdvisor 2014. Faktycznie nie sposób się z tym nie zgodzić, ponieważ kolor wody jest imponujący, a woda bardzo ciepła. Nieopodal znajdują się niewielkie zatoczki i skałki – Playa de Levante, gdzie jest odrobinkę spokojniej, a ponadto to doskonałe miejsce, żeby z niewielkiego podwyższenia podziwiać wspaniałą panoramę wybrzeża. Jedynym minusem tych plaż jest brak toalet, chyba że było się klientem pobliskich barów. W drodze do Playa Ses Illetes minęliśmy Park Narodowy Ses Salines, czyli jeziorka ze słoną wodą, co nadawało im charakterystyczny różowy kolor. Następnie pojechaliśmy na wschodni kraniec wyspy, aby zobaczyć latarnię morską Far de la Mola. Myślę, że lepszym i bliższym rozwiązaniem byłoby odwiedzenie Cap de Barbaria, na południowo – zachodnim krańcu wyspy, jeżeli oczywiście będziecie chcieli zobaczyć jakąkolwiek latarnię na wyspie. Na sam koniec przejażdżki zajechaliśmy jeszcze na Caló Des Mort, ale okazało się, że aby dotrzeć na plażę, trzeba zejść po linie z dość stromego klifu.
Na kolejne dwa dni wypożyczyliśmy auto od osoby prywatnej (Polaka), którego znaleźliśmy na grupie facebookowej, ponieważ ceny lokalnych wypożyczalni było dla nas nieakceptowalne.
Piątego dnia odwiedziliśmy plażę Cala Bassa, a późniejszym popołudniem udaliśmy się na zachód słońca (którego i tak nie było widać w tym dniu) na punkt widokowy na tajemniczą wyspę Es Vedra, o której krąży wiele lokalnych legend. Mówi się też, że jest to trzecie miejsce na Ziemi, gdzie różne urządzenia elektroniczne wariują pod względem pola magnetycznego. Miejsce jest bardzo dostojne i tajemnicze. Generalnie trzeba doliczyć sobie dużo więcej czasu (ok. 1h), aby zaparkować i dojść na miejsce, ponieważ wszędzie przy drodze znajdują się zakazy parkowania, a miejsca wolne są najczęściej już zajęte.
W następny dzień (6) – pojechaliśmy na Hippy Market w Punta Arabi, gdzie jest największy i najstarszy targ hipisowski z różnymi kolorowymi ubraniami, biżuterią i innymi produktami od lokalnych sprzedawców. Zahaczyliśmy również o plażę Cala de Sant Vincent – piękną, szeroką plażę z błękitną wodą. Na sam koniec wycieczki podjechaliśmy jeszcze na wzgórze wiatraków – Puig de Molins, gdzie stoją dosłownie 3 wiatraki. Po zwrocie wypożyczonego auta wróciliśmy do naszego noclegu.
Czwartek (7 dzień) – należał do beztroskiego wylegiwania się na plaży, a następnie przy basenie, gdzie codziennie odbywają się imprezy „pool party”. My wybraliśmy „O Beach”, gdzie była bardzo fajna imprezka, z licznymi atrakcjami (występami). Wstęp kosztowuje 20e, jeśli bilet kupuje się wcześniej, a przy samym wejściu już 25e. Dodatkowo za szafkę płaci się 10e, ale w naszym przypadku koszt podzielił się na 4 osoby; za piwo 7-8e, drinki ok.12e. Generalnie polecam taką atrakcję, jeśli ktoś nigdy nie był, to naprawdę klimat jest super:)
W ostatnim dniu (8) skoczyliśmy jeszcze na szybkie plażowanie, a następnie udaliśmy się na popołudniowy lot do Madrytu, gdzie mieliśmy kupione bilety na koncert Malumy. Po koncercie udaliśmy się do noclegu, aby przespać się dosłownie godzinę, ponieważ bardzo wcześnie rano odlatywaliśmy do Turynu, gdzie pozostał nam ostatni już weekend urlopu.
Wyjazd ten opierał się głównie na plażowaniu, codziennie odpoczywaliśmy nad brzegiem morza, a wynikało to też z faktu, że na Ibizie nie ma zbyt wiele miejsc do aktywnego zwiedzania. Podstawowe punkty zostały „zaliczone”, a pozostały czas spędzaliśmy na plażowaniu. Dla mnie osobiście tego zwiedzania było za mało, ale mam nadzieję, że odbiję sobie to na kolejnym wyjeździe:) Ogólnie Ibiza ma ładne plaże i dobre imprezy, ale osoby szukające odpoczynku też znajdą coś dla siebie. Jeśli chcesz skorzystać z imprezowego życia to jest to idealne miejsce, ale nie na całej wyspie. Są miejsca, gdzie można znaleźć ciszę i ukojenie.
| Loty (4) | 600zł |
| Noclegi | 1315zł |
| Imprezy | 440zł |
| Rejs na Formenterę | 200zł |
| Skuter | 40zł |
| SUMA | 2600zł |
*ostateczna cena nie zawiera ubezpieczenia, ceny wynajmu samochodu oraz transportu publicznego.
Każda okazja jest dobra, aby zobaczyć nowe miejsce, dlatego też nasz urlop postanowiliśmy zakończyć w Turynie. Jest to piękne miasto w północno – zachodnich Włoszech na przedgórzu Alp Zachodnich.
Zatrzymaliśmy się w Turin Central Rooms na jedną noc, ponieważ w niedzielę wieczorem mieliśmy lot powrotny do domu. Po przyjeździe do miasta, z samego rana, udało nam się wcześniej odebrać pokój i zdrzemnąć na godzinkę po wcześniejszej zarwanej nocce i dopiero potem ruszyliśmy na zwiedzanie. Ogromnym plusem tego miasta jest fakt, że większość zabytków jest zlokalizowana bardzo blisko siebie.
W pierwszym dniu zwiedziliśmy / zobaczyliśmy:
- Bazylikę Santuario della Consolata
- Porta Palatina/ Palatine Gate, czyli zabytkową bramę miejską
- Katedrę w Turynie (Katedra Metropolitalna św. Jana Chrzciciela) z całunem turyńskim, który jest odsłaniany tylko co kilka lat.
- Piazza Castello
- Pallazo Madama
- Pałac Królewski (Pallazo Reale)
- Kościół San Lorenzo z licznymi freskami
- Piazza San Carlo – Plac św. Karola
- Chiesa di San Carlo Borromeo
- Chiesa di Santa Cristina
- Palazzo Carignano
- Musée du Risorgimento – tylko z zewnątrz
- Ogrody królewskie
- Stadion Juventusu Turyn, na który dojechaliśmy lokalnym autobusem
Na wszystkie zabytki, oprócz stadionu, dotarliśmy pieszo. Tam, gdzie wstęp był bezpłatny, wchodziliśmy zobaczyć wnętrze.
Kolejnego dnia zobaczyliśmy także:
- Kościół Gran Madre (Chiesa Parrocchialne della Gran Madre di Dio) – zabytkowy, neoklasycystyczny kościół katolicki
- Mole Antonelliana – symbol miasta i najpopularniejszy punkt widokowy w Turynie. Na 167m wieżę wjeżdżamy ekspresową windą. Jeśli chcesz uniknąć kolejek, bilet najlepiej kupić on-line i przyjść na wyznaczoną godzinę. Aby móc wejść do budynku należy mieć maseczkę ochronną na twarz.
Jedynym punktem mojego planu na Turyn, którego nie zrealizowaliśmy, była Bazylika de Superga i Monte dei Cappuccini – wzgórze 660m n.p.m z Bazyliką. Najbardziej charakterystyczna budowla w Turynie, ponieważ widać ją z większości miejsc w mieście. Można się tam dostać „zębatym” tramwajem.
Po długim wypoczynku na Ibizie, w końcu mogłam poczuć ból stóp od chodzenia i zwiedzania mnóstwa pięknych obiektów. Jeśli myślicie o wycieczce do Turynu to polecam dłużej się nie zastanawiać, bo warto.