Zjednoczone Emiraty Arabskie to piaszczyste plaże i fascynujące pustynie, a jednocześnie malownicze góry i drapacze chmur. Owa różnorodność przyciąga tam turystów z całego globu.
Apetyt na Dubaj mieliśmy już od dłuższego czasu, ale jak zwykle wstrzymywały nas ceny biletów lotniczych. Planując urlop na najgorszy (dla mnie) miesiąc w roku – listopad – sprawdzaliśmy połączenia lotnicze do Emiratów i okazało się, że są za 600zł/2str/os z bagażem. Nie zastanawiając się długo, kupiliśmy bilety na termin 19-28.11.2022 wraz z dodatkowym lotem wewnętrznym do Omanu 🙂
Lot mieliśmy z Krakowa o 8:20, a na lotnisku w Abu Dabi byliśmy koło 14stej naszego czasu, o 17stej lokalnego czasu (+3h). Z lotniska ruszyliśmy busem, który jechał jedną godzinę do stacji IBN Battuta w Dubaju, za 35AED – ok. 40zł/os. Autobusy kursują codziennie, a bilet kupuje się na lotnisku w punkcie informacyjnym (tylko gotówką!). Obok można kupić też karty SIM do telefonów (50AED – 2GB i 30min na rozmowy międzynarodowe). Następnie, na IBN Battuta kupiliśmy Silver Card NOL, również w punkcie informacyjnym, za 25AED/os (29zł) i doładowaliśmy ją w ramach potrzeb w automatach na stacjach metra. Później przesiedliśmy się na naziemne, autonomiczne metro, którym dojechaliśmy do stacji Dubai AirPort Terminal 1, przy której znajdował się nasz hotel z apartamentem dla 4 osób Element Dubai AirPort. Początkowo zakwaterowani zastaliśmy w lewej części hotelu, gdzie noclegi należały do Aloft, ale po naszej interwencji (z uwagi na niższy standard) nazajutrz zostaliśmy przeniesieni do właściwego miejsca. Apartament rezerwowaliśmy przez Booking i dostaliśmy bardzo ładny, przestronny salon z aneksem kuchennym i toaletą oraz 1 sypialnią z łazienką i balkonem, za 150zł/noc/os (750zł/5nocy/os) ze śniadaniami w formie bufetu, które były bardzo dobre i obfite. Nieopodal naszego miejsca zamieszkania znajdowała się lokalna budka z jedzeniem (Eat&Drink Restaurant), która z zewnątrz nawet nie zachęcała do wejścia, ale po przylocie byliśmy bardzo głodni i postanowiliśmy zjeść tam cokolwiek. Od tego czasu byliśmy tam codziennymi bywalcami, ponieważ okazało się, że jedzenie było naprawdę dobre i tanie, jak na Dubaj.
Kolejnego dnia (w niedzielę) pojechaliśmy na plażę La Mer darmowym autobusem kursującym spod naszego hotelu (o 9:45 startował, wracał o 16:15). Woda w Zatoce Perskiej była bardzo ciepła, plaża ładna, a cała infrastruktura dobrze zorganizowana (toalety, prysznice, przebieralnie). Obok znajdował się industrialny skwer z licznymi instalacjami i restauracjami, gdzie panował bardzo przyjemny, wakacyjny klimat. Spodobało nam się tam tak bardzo, że postanowiliśmy pojechać tam kolejnego dnia na wieczór. W niedzielę wieczorem pojechaliśmy jeszcze metrem na spacer po starej dzielnicy Dubaju – Dejrze.
W poniedziałek (dzień 3) o 9:45 pojechaliśmy podstawionym busem pod Burj Khalifę. Rezerwacje on-line mieliśmy na godzinę 11:00. Aby się dostać do budynku, należy wejść do galerii Dubai Mall i zjechać winą na poziom LG, a następnie kierować się w stronę wyjścia na dziedziniec, gdzie znajduje się też m.in. Souk Al Bahar (po lewej stronie) i podążać w prawo do wejścia najwyższego budynku świata – nie trudno go nie zauważyć 🙂 Za wejściówkę zapłaciliśmy 195zł/os (w cenie była mufinka w kawiarni na parterze). Opcja naszego biletu obejmowała 124 i 125 piętro z tarasem widokowym. Jest również droższa opcja na 152, 153 i 154 piętro, ale podobno widoki są lepsze właśnie z niższych pięter. Jak dla mnie widoki były ładne, ale nie zachwycające, więc i nie za te pieniądze. Zdecydowanie lepszą opcją jest skorzystanie z restauracji Atmosphere, która mieści się na 122 piętrze. Koszt już tylko 75zł/os, które dodatkowo możemy wykorzystać na barze, a widoki takie same. Najlepiej jednak być w tym miejscu między godzinami 7:00 a 11:00. Tak chcieliśmy to zrobić od początku, ale niestety okazało się, że podczas naszego pobytu restauracja jest w remoncie. Po wyjściu z Burj Khalifa zatrzymaliśmy się jeszcze przy sztucznym jeziorze z fontannami Burj Lake i Dubai Fountain, gdzie odbywa się codzienny pokaz najwyżej wystrzeliwanych fontann na świecie, zawsze od godziny 18stej, aż do 23:00, co 30min. Dalej przeszliśmy przez bazar Souk Al Bahar, znajdujący się tuż za tymi atrakcjami, który jest miejscem handlu wystylizowanym na dawny arabski bazar. Nadbrzeżna promenada przy souku daje możliwość uchwycenia całego budynku Burj Khalifa w jednym obiektywie. Opuszczając to miejsce musieliśmy ponownie przejść przez galerię, gdzie po drodze można zatrzymać się pooglądać bezpłatny fragment gigantycznego akwarium z rekinami, płaszczkami i innymi tropikalnymi rybami (poziom 0). Cała reszta okazów znajduje się już w biletowanych pomieszczeniach, do których nie wchodziliśmy. Następnie udaliśmy się do budynku Sky View Hotel – Sheikh Mohammed bin Rashid Blvd (budynek II) na 54 piętro do restauracji Ce La Vi, skąd bezpłatnie mogliśmy sobie zrobić instagramowe zdjęcie na huśtawce z widokiem na Burj Khalifa. Dotarcie tam nie należało do najłatwiejszych, ponieważ chodników w Dubaju jest jak na lekarstwo i trzeba się sporo nagimnastykować, aby znaleźć odpowiednie przejście. Na szczęście udało się i było warto. Dalej pojechaliśmy metrem do Dubai Frame, gdzie miała znajdować się darmowa, wolnostojąca atrakcja w kształcie ramki, ale okazało się, że teren został ogrodzony i aby tam wejść należy kupić bilet w wysokości 50 AED. Ramka, dzięki temu że jest duża, widziana była również z ulicy, więc tam zrobiliśmy sobie parę zdjęć, oszczędzając na wstępie. Kolejnym punktem tego dnia był Jumeirah Mosque, na który pojechaliśmy autobusem i jest to jedyny w mieście meczet otwarty dla osób niebędących muzułmanami, gdzie wstęp kosztuje 45zł/os (my zobaczyliśmy go tylko z zewnątrz, a na sam koniec dnia odwiedziliśmy ponownie plażę La Mer z przylegającym do niej oryginalnym skwerem. To był intensywny dzień 🙂
Czwartego dnia pobytu w Dunaju, rano około 10tej wyruszyliśmy metrem do dzielnicy Jumeirah, zwiedzając tam po kolei: plażę JBR Open Beach, skąd dobrze widać Ain Dubai-największy diabelski młyn na świecie. Aby dotrzeć pod sam młyn trzeba udać się na wyspę Bluewaters Island przechodząc z JBR Walk przez most, który łączy wyspę z lądem – my zobaczyliśmy go z pewnej odległości, z plaży i to nam wystarczyło, więc ruszyliśmy dalej spacerem przez The Walk, czyli 2 kilometrowy deptak przebiegający równolegle do plaży oraz Dubai Marine. Następnie pojechaliśmy tramwajem na rdzeń palmy do Jumeirah Monorail (dokładnie Palm Gateway) i stamtąd naziemną, bezobsługową kolejką aż do hotelu Atlantis, znajdującego się na końcu słynnej palmy, której rdzeń ma 2km długości i 16 palmowych ramion, a dookoła palmy znajduje się pas o długości 11km chroniący przed falami. Za bilet przy kasie zapłaciliśmy 30 AED/os (35zł) z opcją przystanku przy tym właśnie hotelu. Jest również możliwość wykupienia droższego biletu i wysiadania na każdym z przystanków. Należy pamiętać, żeby kupić tutaj osoby bilet, bo kolejka nie obsługuje kart NOL. Kolejka jeździ co 15min. Polecam sprawdzić arabski Groupon lub inne kupony zniżkowe, ponieważ podobno można upolować bilet w niższej cenie, o czym wcześniej nie wiedzieliśmy. Za hotelem jest droga, a za nią deptak, gdzie można zrobić bardzo ładne zdjęcia z całą panoramą obiektu. Podobno warto zatrzymać się jeszcze na przystanku The View, gdzie znajduje się hotel Marriott i na 52 piętrze jest restauracja z tarasem widokowym na wysokości 240m, skąd można zobaczyć panoramę Palmy oraz Dubai Mariny. Wróciwszy z palmy, wsiedliśmy w autobus 88, którym dojechaliśmy pod plażę Al-Arab, i charakterystycznej budowli w kształcie żagla, będącego jednym z najbardziej luksusowych hoteli świata. Niestety, na miejscu okazało się, że przed żaglem wybudowano kolejny, nowy hotel w kształcie statku, który częściowo zasłania najważniejszy punkt. W tym dniu chcieliśmy jeszcze pojechać do Emirate of Mall, aby zobaczyć kryty narciarski stok Ski Dubai wraz z pokazem karmienia pingwinków i do Dubai Miracle Garden, ale czas nam na to już nie pozwolił.
W środę kolejny raz busem spod hotelu pojechaliśmy na plażę La Mer, a około 14stej przyjechał tam po nas kierowca, wcześniej umówiony, który zabrał nas na safari. Dzień wcześniej na Grouponie wykupiliśmy opcję za 116 AED/os (ok. 130zł) z quadami, wielbłądami, przejażdżką terenowym autem, pokazami tanecznymi oraz kolacją. Organizatorem był Desert King Tourism. Kierowca najpierw zabrał nas do miejsca, gdzie dosłownie dostaliśmy po butelce wody, a jechaliśmy około godziny 🙂 a później zawróciliśmy i pojechaliśmy do miejsca docelowego. Dla nas ten pierwszy przystanek był zupełnie bez sensu, zwłaszcza że było blisko zachodu słońca, a chcieliśmy skorzystać ze wszystkich atrakcji. Swoje niezadowolenie przekazaliśmy kierowcy, ale ten kazał się niczym nie martwić. Po dotarciu do punktu docelowego przesiedliśmy się do terenowego auta z napędem 4×4. Myśleliśmy, że będzie to łagodna przejażdżka po pustyni, ale była to ostra jazda po wydmach – fantastyczne przeżycie 🙂 Następnie mieliśmy dosłownie minutową przejażdżkę na wielbłądzie (bo za dłuższy spacer trzeba było dopłacić), a kolejno półgodzinną jazdę na quadach, niestety tylko po wyznaczonym, raczej płaskim terenie, ale i tak było bardzo fajnie. Później był poczęstunek składający się z przekąski, kolacji oraz napojów. W cenie był również pokaz tańca brzucha i pokazy tańca z ogniem. Na koniec zostaliśmy bezpiecznie odwiezieni pod hotel.
Szóstego dnia po śniadaniu pojechaliśmy metrem do stacji Union (czerwona linia), przesiadając się dalej na zieloną linię metra, dojeżdżającą do Al. Ghubaiba w dzielnicy Fahidi. Stamtąd popłynęliśmy typową łodzią – Arabem do dzielnicy Deira za symbolicznego dirhama, urządzając sobie spacer po tamtejszych bazarach (sukach), ale niestety sprzedawcy byli tak nachalni, że chybko nas zniechęcili do dalszego chodzenia i wyszliśmy stamtąd bardzo szybko. Generalnie to dzielnica bazarowa, gdzie sprzedawane jest wszystko, łącznie ze złotem. Można spotkać również imigrantów z Indii, Pakistanu czy Sri Lanki, którzy prowadzą tutaj własne, drobne biznesy gastronomiczne. Po powrocie do hotelu poszliśmy odpocząć chwilę przy basenie, znajdującym się na dachu budynku, a potem pojechaliśmy na lotnisko w Abu Dabi, skąd mieliśmy lot do Muskatu w Omanie (autobus do Abu Dabi: 35AED/os – 40zł, lot 39AED/os/1str- 45zł) co z bagażem dało łączny koszt 155zł/os/2str). Po wyjściu z samolotu spędziliśmy 1,5h przy kontroli paszportowej, było bardzo dużo ludzi, a kolejka zmniejszała się bardzo powoli. Na lotnisku czekał na nas umówiony kierowca, od którego wypożyczyliśmy samochód Nissan Sunny za 11 OMR/dzień/auto (ok. 120zł/dzień/auto). Samochód zarezerwowaliśmy przez Booking jeszcze z Polski, z polecenia na omańskiej grupie na FB. Po dotarciu do hotelu Al Falaj, za który zapłaciliśmy ok. 535zł/pokój/3dni (czyli ok. 90zł/os/noc), już tylko umyliśmy się i poszliśmy spać. Hotel ładny, ale bez balkonów i nie było gdzie wysuszyć rzeczy, był za to dostępny basen na zewnątrz. Śniadania hotelowe były bardzo dobre i urozmaicone – w formie szerokiego bufetu.
W piątek po śniadaniu pojechaliśmy na plażę Qurum, ale było mocno skalista, więc po chwili zebraliśmy się i zmieniliśmy ją na PDO Marian Beach, gdzie z kolei dostęp był dość trudny, bo była to plaża zatoczkowa z brakiem bezpośredniego dojścia od ulicy, ale po kombinacjach znaleźliśmy przejście po skałkach. Popołudniu pojechaliśmy do centrum Muskatu i zwiedziliśmy Stary Suk Mutrah oraz Fort w Mutrah, a także deptak, który prowadził do Parku Riyam.
Kolejnego dnia (8) po śniadaniu pojechaliśmy do Wielkiego Meczetu Sułtana Qaboosa w Muskacie. Obiekt jest otwarty dla zwiedzających do godziny 11:00 (od soboty do piątku) i do tego czasu trzeba wejść do głównej Sali – resztę kompleksu (bo to nie tylko sam meczet) można zwiedzać swobodnie później. Wstęp jest bezpłatny, ale należy pamiętać o odpowiednim ubraniu. My z koleżanką musiałyśmy niestety wypożyczyć ichniejsze stroje za 2,5 OMR/os (28zł) ponieważ ja podobno miałam zbyt duży dekolt, mimo iż miałam na to nałożoną chustę, a koleżanka miała rozcięcie w spódnicy i ją też to dyskwalifikowało do wejścia w swoim ubraniu. Myślę, że duże znaczenie ma osoba, która wpuszcza do środka, bo niektóre kobiety na obiekcie były dużo mniej restrykcyjnie ubrane, a weszły w swoich strojach. Meczet piękny, w większości z białego marmuru, gdzie po bokach kwitły kolorowe, zadbane rośliny. Co ciekawe, ołtarz w głównej sali jest bardzo podobny do tego w meczecie Isfhan w Iranie.
Kolejnym punktem tego dnia był Pałac prezydencki – Al Alam Palace, zamknięty dla zwiedzających od środka, ale podjechaliśmy tam, aby zrobić sobie zdjęcie przed budynkiem. Jadąc w kierunku Pałacu mijaliśmy forty, górujące nad miastem oraz białą Kadzielnicę. Popołudniu pojechaliśmy na plażę Al Bustan, która była jedną z najlepszych, jakie zwiedziliśmy w Omanie. Ogólnie wszystkie plaże w tym okresie są tutaj zupełnie puste, woda jest przyjemnie ciepła, ale brakuje jakiejkolwiek infrastruktury, choćby toalet czy restauracji, barów, kawiarni. Niestety podobno takie udogodnienia mają jedynie plaże prywatne i hotelowe.
W przedostatni dzień naszej podróży, a ostatni w Omanie opuściliśmy hotel przed południem i pojechaliśmy jeszcze na plażę Qurum Beach, ale już bliżej lotniska, ponieważ o 18:05 mieliśmy powrotny lot do Abu Dabi, gdzie mieliśmy zaplanowany ostatni dzień. W Omanie nie zwiedziliśmy punktów widokowych, fortu Nizwa, Birkat Al. Mouz czyli Bananowego Jeziora oraz naturalnych basenów (Bimmah Sinkhole, Wadi Bani Khalid, Wadi Shab czy Adi Al. Arbeieen), znajdujących się na wschodzie wyspy, ponieważ były dość mocno oddalone i wycieczka zajęłaby nam cały dzień, a na miejscu bylibyśmy raptem godzinę czy dwie. Wybraliśmy opcję odpoczynku na plaży, po dość intensywnym zwiedzaniu Dubaju.
Podsumowując Oman, jest to wciąż kraj „dziki” turystycznie, kompletne przeciwieństwo Emiratów, przynajmniej w północnej części kraju, którą odwiedziliśmy, choć sądzę, że nie tylko. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy – jest jeszcze stosunkowo tanio, nie ma wielu turystów, są puste plaże, ale tak jak wspominałam, brakuje podstawowej infrastruktury na tych plażach i więcej atrakcji do zwiedzania. Mimo wszystko polecam zobaczyć ten kraj, można odpocząć i poznać inną kulturę.
Po przylocie do Abu Dabi zameldowaliśmy się na jedną noc w wysłużonym już hotelu Al. Diar Mina za 297 AED (466zł za 2 pokoje, czyli za osobę 117zł/os). Na lotnisku musieliśmy wykupić kartę na komunikację miejską, którą odbijało się przy każdym wejściu do autobusu i też można było ją doładowywać (jednorazowy przejazd autobusem kosztował 2 AED). Z lotniska podjechaliśmy autobusem za 4 AED (5zł), dalej poszliśmy na piechotę do hotelu, bo nawigacja wskazywała ok 15min spacerem, ale szliśmy znacznie dłużej, chyba z 40min. W międzyczasie skoczyliśmy zjeść coś na kolację i wróciliśmy do hotelu aby odpocząć i zrobić dokładny plan na następny dzień.
W ostatnim dniu z samego rana ruszyliśmy w stronę największej atrakcji ZEA – Wielkiego Meczetu Szejka Zajida, gdzie wizyta rozpoczyna się w Visitor Centre (centrum handlowe), w którym można wypożyczyć też odpowiedni stój, aby wejść do budynku głównego. Następnie przechodzi się przez kontrolę bezpieczeństwa i po okazaniu kodu QR jesteśmy wpuszczani do środka. Bilety najlepiej kupić wcześniej przez Internet. Wejście do obiektu jest bezpłatne, ale należy mieć na sobie odpowiedni strój (dokładnie zasłonięte ramiona, głowę i nogi do samych kostek – tym razem wszystko miałam w punkt J). Meczet jest największym na świecie i sądzę, że również najładniejszym, poprzez wszechogarniającą biel i bogato zdobione dodatki. Z zewnątrz przypomina Taj Mahal, ale jest nowszy, czystszy i ładniejszy. Zrobił na mnie ogromne wrażenie i śmiało stwierdzam, że to najlepsza atrakcja ZEA, nie możecie tego ominąć. Ja robiłam zdjęcia jak szalona, mimo że wszystko było białe i wyglądało dość podobnie. Po pewnym czasie od rozpoczęcia spacerowania doszliśmy do pomieszczenia, w którym znajdował się największy żyrandol i dywan na świecie.
Z meczetu udaliśmy się do Pałacu Prezydenckiego – Qasr Al Watan, gdzie za wstęp płaciliśmy 65 AED/os (75zł). Po zakupieniu biletów w kasie i kontroli bezpieczeństwa wsiada się do autokaru, który zawozi grupę pod wielki, pełny bogactwa Pałac. Odnosiłam wrażenie, że w środku każdy element jest ze złota, nawet klamki czy kurki w toalecie 🙂 Oprócz ogromnego holu znajdowała się tam również biblioteka i wiele różnych sal pałacowych, każda na inną okazję. W drodze powrotnej z kompleksu napotkaliśmy na przepiękny budynek, który okazał się 5* hotelem – Emirates Palace Mandarin Oriental, dalej przeszliśmy obok Etihad Towers, czyli pięciu drapaczy chmur, widzianych ze znacznie większej odległości. W budynku nr 2 – Conrad Hotel znajduje się taras widokowy na 75piętrze, skąd podobno rozpościera się widok na całe miasto. Wstęp hotelu jest darmowy, ale trzeba zapłacić za wejście do restauracji – 55 AED, które można wykorzystać na barze. My zrezygnowaliśmy z tej opcji na poczet pięknej plaży miejskiej, z płytką, czystą, ciepłą i błękitną wodą.
Abu Dabi podobało mi się bardzo, poprzez swój klimat dużego, turystycznego i wakacyjnego miasta, poprzez rozmieszczenie atrakcji i piękną plażę. Miasto na pewno jest „skromniejsze” niż Dubaj, o ile w ogóle można mówić o skromności i umiarze w Emiratach 🙂 Gdybym wiedziała o tym wcześniej, na pewno podzielilibyśmy te dni między Dubajem a Abu Dabi po równo i zostalibyśmy dłużej w stolicy, aby na spokojnie zobaczyć też inne miejsca i atrakcje, na które czas nie pozwolił (Marina Mall, Capital Gate – krzywa wieża w centrum Abu Dabi czy Corniche Road). Jednakże warto odwiedzić obydwa miasta pełne przepychu, bogactwa i wszystkiego na miarę „naj”.
TRANSPORT:
– metro – W Dubaju są 2 linie metra, czerwona (nowsza część Dubaju) i zielona (stara część Dubaju), miedzy którymi można z łatwością się przesiadać. Na samym przodzie wydzielony jest wagon dla klasy GOLD, a ostatni wagon przeznaczony jest dla kobiet z dziećmi.
– autobusy
– tramwaje
| ZEA | OMAN | |
| Loty | 600zł | 155zł |
| Noclegi | 867zł | 268zł |
| Komunikacja miejska | 100zł | 40zł |
| Auto (z paliwem) |
— | 120zł |
| Atrakcje | 435zł | 28zł* |
| SUMA | 2002zł | 611zł |
Łącznie: 2613zł/os
*wypożyczenie stroju w Omanie
** koszt bez ubezpieczenia i wymiany gotówki