Santorini to miejsce pełne romantycznych zakątków i wspaniałych krajobrazów, bezkresnego morza oraz białych zabudowań i kościołów z niebieskimi kopułami. Ze względu na to, że Santorini to wyspa wulkaniczna, znajdziemy tam jedyne w swoim rodzaju czerwone klify i plażę z brunatnym piasku. Dzięki pobytowi na Krecie, mieliśmy możliwość odwiedzenia Santorini na jednodniowej wycieczce.
Kolejnego dnia urlopu wykupiliśmy wycieczkę od Polki i popłynęliśmy na wycieczkę katamaranem Seajet na Santorini za 136e/os. Z Portu w Heraklionie wyruszyliśmy o godzinie 8:00, a wracaliśmy po 18stej w to samo miejsce. W cenie wycieczki był rejs statkiem (w 2 strony), polski przewodnik i autokar, który najpierw nas zabrał do miejscowości Oia, a potem do Firy. W pierwszym miasteczku mieliśmy 1,5h wolnego czasu i było to niestety bardzo szybkie zwiedzanie, aby zobaczyć jak najwięcej. Oia to perła Santorini, położona na wulkanicznych klifach, powstałych w wyniku erupcji. Mimo, iż miasteczko nie ma bezpośredniego dostępu do morza, to może zaoferować w zamian widok na Kalderę, czyli ogromne wgłębienie które powstało w wyniku wybuchu wulkanu i jest to po prostu zapadnięty stożek wulkaniczny, który może być zalany wodą. Kaldera na Santorini to jedna z największych kalder na świecie. Jej średnica ma 10 km, a głębokość to aż 350 metrów. Zalana wodą Morza Egejskiego w połączeniu z białymi domkami na zboczu tworzy niesamowity kontrast, zapewniając przepiękne widoki. To wyjątkowe połączenie bieli i błękitu, malownicze zachody słońca i niezapomniane widoki na morze przyciąga tłumy turystów. Zwiedzanie Oii rozpoczęliśmy od placu przy kościele Panagia Platsani i szliśmy cały czas główną, bardzo zatłoczoną drogą, aż do ruin zamku, z którego roztacza się wspaniały, panoramiczny widok na miasteczko. To właśnie tutaj przybywa najwięcej turystów oglądających zachody słońca. Z oddali było widać również charakterystyczne wiatraki, do których niestety już nie zdążyliśmy dojść, jednak uważam, że najpiękniejsze widoki udało się zobaczyć.
Kolejnym punktem wycieczki była Fira – stolica wyspy, gdzie mieliśmy 2h czasu wolnego. Jest to miasteczko zawieszone na klifie o wysokości 300m n.p.m. Znajduje się tam port, do którego można dostać się pieszo lub kolejką „cable car” (gdzie była bardzo duża kolejka, a za wagonik w jedną stronę trzeba zapłacić ok. 7e). Podobno w Firze jest 600 schodów do pokonania, a miasteczko dzieli się na 3 części. Zwiedzanie rozpoczęliśmy z „dolnego miasta”, gdzie jest najwięcej restauracji, czy też barów i pierwszym, ale też najwyższym punktem, do jakiego doszliśmy, była charakterystyczna cerkiew z niebieskim dachem – Anastasi Church. Schodząc stopniowo w dół , co rusz napawając się pięknymi widokami, minęliśmy Catholic Cathedral of Saint John the Baptist, schody z osiołkami, „złotą uliczkę”, aż zeszliśmy na sam dół, kierując się w stronę autobusu, wracającego na prom.
Generalnie Santorini to piękne miejsce do zobaczenia, ale bardzo zatłoczone, drogie i na pewno nie chciałabym tutaj przyjechać na urlop. Jednodniowa wycieczka statkiem była bardzo męcząca i całe zwiedzanie było zorganizowane w biegu, jednak mimo wszystko uważam taką opcję za lepsze rozwiązanie, niż dłuższy pobyt na wyspie (jeśli miałby to być czas spędzony w tych najbardziej znanych miasteczkach).